sobota, 15 listopada 2014

Jesiennym smutkom won!

Jesień listopadowa już nie jest taka sympatyczna i świetlista jak ta wrześniowo-październikowa. Gdzieś zaczyna czaić się smutek za tym co było i minęło, póki co bezpowrotnie. Co prawda gdzieś błądzi w głowie myśl, że przecież przyjdzie wiosna, ale kieeedy to bęęędzie! W listopadzie, jak w żadnym innym miesiącu tracimy złudzenia, że na wszystko mamy czas, że wszystko przed nami. Listopad zwiastuje „koniec”. Pierwsze dni listopada naznaczone są piętnem przemijania – wszystko ma swój kres. Taki to czas.
Ale nie, nie poddaję się listopadowej chandrze! Hm… właściwie jakoś ostatnio mało chandrowa jestem. Chandro-odporna chciałoby się rzec. Podryguje we mnie energia , całkowicie ignorująca listopadowe smuteczki. Że dzień króciutki, że drzewa gołe? Pola, łąki, przestrzenie całe takie surowe w tym ogołoceniu z zieleni i barw? E tam! Sama jestem zaskoczona, ale podoba mi się ten stan! 
Jedyne co mnie wyprowadza z równowagi to wszechobecne w mediach, sklepach itd. Święta Bożego Narodzenia. Od 2 listopada już. To jedyny czas w roku kiedy dopada mnie  autentyczna nienawiść do komercji. Jak można tak zeżreć, zdeptać, ukraść taki piękny i święty czas? Jak my, ludzie mogliśmy do tego dopuścić!  Nie mogę tego pojąć. Na media jest sposób – pstryk i wyłączone, no ale do sklepów jednak na jakieś tam zakupy chodzić muszę. A tam entourage jakby święta miały być jutro! Nie mniej nie poddaję się – nie będą mi spece od krwiożerczego marketingu dyktować kiedy mam poczuć magię świąt.
Jutro wybory - idziemy, idziemy, bo wybory samorządowe są tak naprawdę najbardziej bliskie zwykłemu, szaremu obywatelowi.



1 komentarz:

  1. W tym roku nie chodzę jeszcze po sklepach, nie widzę i jest mi z tym dobrze. Serdecznosci.

    OdpowiedzUsuń