piątek, 28 listopada 2014

Unplugged i gdzie podziała się kość, psia mać!

Wieczorem Marko przywiózł dwie dorodne kości dla Fafika. Były surowe, a kości wolę dawać psu obgotowane. Zapakowane w folię wystawiłam na noc, na taras. Rankiem, po dwóch, wielkich wołowych kościach został tylko… worek. Teraz zastanawiamy się, kto się do nich dobrał? Na pewno nie Faf, bo on przecież rezyduje w kojcu. Lis? Ptaki? Marek stawia na walecznego i łownego kota pani sąsiadki, ale coś mi nie pasuje, aby dał radę wywlec bez śladu dwie kości, niemalże swojej wielkości. Cóż, biedny Fafcio obszedł się smakiem.

Jest już bardzo szaro, zimno, surowo, tak listopadowo. Króciutkie dni – czuć to, oj bardzo. Mimo tego, energia i witalne siły wcale mnie nie opuszczają. Ale za światłem, słońcem tęęęskno. A tu jeszcze któregoś dnia, gdy tylko rozbudzona rozpoczynałam codzienną krzątaninę, dom ogłuchł – wyłączono prąd. Na naszym wiejskim osiedlu właśnie rozpoczęto wymianę słupów energetycznych i takie niespodzianki zdarzają się co jakiś czas. A bez prądu w takim nowoczesnym domu – umarł w butach, jak to mawia Marko. Ciepełko niby na gaz, ale piec gazowy na prąd. W lodówce ciemno i nie wiadomo, która godzina, bo wszystkie wyświetlacze ociemniały. Palniki w kuchence elektryczne, więc na poszukiwaniu zapałek straciłam czas jakiś. Czajnik elektryczny, kawki niet. Maszyna do szycia to samo, więc kilku odkładanych prac „szyciowych” nie załatwię. A elegancki babciny Singer, z nie mniej efektownym pedałem, dekoruje póki co pomieszczenie gospodarcze w garażu. Może kiedyś doczekam się jego ewaluacji w stolik do salonu… Jak Marko złapie wenę i czas za nogi. Przeczekanie tego niespodziewanego unplugged, przy komputerku w Interneciku, też nierealne, bo mój laptop od dawna już ma zdechniętą baterię. Tak przeanalizowałam, że tylko wiadro i szmata dla zabicia czasu. Ale kto by tam to wybrał! Prasowanie, odkurzanie i pranie też odpadają z wiadomych względów. Więęc wodę na kawkę zagrzałam w garnuszku, krzesełko przystawiłam do okna, chwyciłam książkę w dłoń, a jak mi się skończyła, to za szydełko i tak o, przeczekałam ten straszny czas bez prądu.
Nowoczesność w pewnych aspektach ubezwłasnowolnia człowieka.


1 komentarz:

  1. to prawda, że kiedy światło gaśnie, życie nam się komplikuje, ale też i pojawia się możliwość na inne spędzenie chwil. Cichnie dom, płomyk świecy łagodzi kontury rzeczywistości, pewnie inaczej smakuje kawa, (bo kiedy światła brak, to u mnie zaraz woda znika). I choć złości czasem to nagłe zniknięcie światła, to cieszy możliwość zatrzymania się, zamyślenia, wsłuchania w tę ciszę i w siebie :)
    Ocieplacz cudny, zainspirowałaś mnie i też sobie podobny wydziergam :)

    OdpowiedzUsuń