poniedziałek, 29 grudnia 2014

Oj...

Rankiem drugiego dnia świąt, za oknami zabieliło się. Pięknie się zrobiło, śnieg prószył leniwie, ot tak od niechcenia. Póki nie muszę pomykać do pracy rowerem, podziwiam ten świat zaśnieżony. W kominku huczy, cieplutko. Choinkę naszą zieloną, dość dużą jak na doniczkową, obsypuję co chwila nowymi śnieżynkami. Już spoglądamy z Marko na nasz początkujący wciąż ogród, zastanawiając  gdzie ją zasadzimy. Snuję się z kąta w kąt, tu coś poczytam, tam złapię szydełko, coś dobrego ugotuję, planuję sylwestrowe spotkanie z przyjaciółmi.  Rozmyślam o mijającym roku, który był dla mnie dobry. Zamyślam się tylko nad tym galopem czasu. Prawdę powiadały w dzieciństwie babcie, dziadkowie, powtarzali to i nasi rodzice - im człowiek starszy, tym ten czas umyka szybciej. Od kilku lat doświadczam tego sama. Spoglądam na swoich synów, którym już dawno mama i tata nie są niezbędni do codziennej egzystencji. Mają swoje sprawy, swoje zainteresowania, o niektórych dowiaduję się przypadkiem. A przecież jeszcze niedawno spacerowałam z nimi za rączką. Uczyłam jeździć na rowerze. Jak szybko minęło ich dzieciństwo. Szkoda mi tego czasu co umknął, tych chwil, które przepadły w pamięci.
Taki o dzień, ale minie. Jak wszystko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz