poniedziałek, 5 stycznia 2015

Witam w Nowym Roku :)

Syn Duży stwierdził, że w domu rodzinnym nie ma warunków do nauki, ekhem, ekhem, i postanowił wybyć do oazy spokoju, czyli swojego warszawskiego mieszkania. A, że mieliśmy całkiem wolną niedzielę i zachciało się mi popatrzeć na rozczulającą panoramę stolicy, z dominującą iglicą wiadomego budynku, pojechaliśmy. I napraaawdę nie robiłam inspekcji studenckiego lokum, nawet nie zerknęłam w stronę kabiny prysznicowej. No lustro przetarłam, ale tylko po to aby w nim lepiej widzieć swą postać. A co!
Miło było wypić po obiedzie kawę, w miniaturowej kuchni Michała. Daje mi tyle radości świadomość, że nie musi on startować w życie tak jak kiedyś my – bez swojego kąciczka…
Wracaliśmy już ciemną nocą, niemalże tańcząc samochodem na lodzie. Bo (nie)oczekiwanie wróciła zima.
W domu przywitało mnie wezwanie do natychmiastowej zapłaty niedopłaty podatku za dom za rok 2014, który to opłacałam tak dawno, że nie pamiętałam kiedy. Musiałam pogrzebać w czeluściach archiwalnych opłat. Ponieważ takie sytuacje wyzwalają we mnie pokłady drzemiącej agresji, poszła niezła wiązanka pod adresem stosownego referatu urzędu miejskiego. Rano jednakże coś mnie tknęło, przeanalizowałam rachunki i wezwanie, podliczyłam, i wyszło mi, że to ja gapa, a nie stosowny referat. Źle zsumowałam co powinnam i zapłaciłam za mało. I tak o, weszłam w Nowy Rok z długiem, by to szlag!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz