niedziela, 1 marca 2015

Bez tytułu tym razem

Do kolekcji sprzętów domowych zutylizowanych przeze mnie w minionym czasie – odkurzacz, suszarka, coś tam jeszcze – dołącza dostojnym krokiem mój laptop osobisty. Odziedziczony po Synu Dorosłym onegdaj. W tej chwili to ponad 9-letni staruszek. Gramot! Rzęch! I tak dzięki ci kochany laptopiczku, żeś tyle wytrzymał. Muszę, muszę w tym roku znaleźć te pieniądze co zarabiam ku chwale rodziny i Urzędu Skarbowego, i kupić sobie nowy sprzęt.
W zramolały laptop zapatrzył się i mój organizm. Znaczy się ledwo (z)dycha. Od dwóch dni zapijam theraflu, kawą, by jako tako dać radę ściągnąć ciało me z łóżka i ogarnąć domostwo, i tak dalej. Dziś na chwilkę wyszłam przed dom, aby nacieszyć oko widokiem wiosny. Cudnej urody przebiśniegi zakwitły tuż pod oknem sypialni. Pierwszy dzień marca to początek meteorologicznej wiosny, niech więc przybywa i trwa. Niech rozpieszcza całym wachlarzem swego piękna i nadziei.


ps. I tak oto machnęłam sześćsetny post na blogu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz