wtorek, 10 marca 2015

Z białym kubkiem w dłoni

Rano zaparzam kawę w białym kubku, którego kształt jednoznacznie kojarzy się z popularną sieciówką wnętrzarską. Tą, za sprawą której taki sam stół, a na nim taki kubek jak ten mój, stoją w domu nad Wisłą, Tamizą, w okolicach Central Parku, a także w Malezji, Katarze i gdzie tam jeszcze!
Do kawy dolewam mleko. Pachnie obietnicą dobrego dnia.
Zza okna dobiega świergot ptactwa. Jeszcze nie jest to rejwach, ale już niedługo będzie się działo! Otwieram szeroko drzwi na taras, wpuszczam chłodne, poranne powietrze. Rześko.
Na rabatce zakwitły żółte krokusy. Słonecznie żółte.
Na środku trawnika jakiś pracowity kret usypał spory kopczyk.
Po „premierze” mini spektaklu wg Gałczyńskiego, co to go robiłam na okoliczność i ku czci, zdążyłam zapomnieć o zwykłych nerwach i szarpaninie podczas przygotowań. Dziwne, ale nagle nauczyłam się zachowywać w pamięci tylko efekt – czyli fajny występ. To, że dobrze poszło, że pewnie Mistrz Ildefons czuwał, a widownia zadowolona. Że muzyka weszła w dobrym czasie, że nagłośnienie działało bez zarzutu, parawan nie rypnął, nikt się nie pomylił, a w każdym razie ja tego nie zauważyłam. Ale zawsze powtarzam: na scenie zdarzają się potknięcia. Zdarzają się największym aktorom, a cóż dopiero amatorom na szkolnej scenie. Najważniejsze to umiejętne, inteligentne wyjście z opresji.
- Sorko, a zauważyła sorka, że się pomyliłam? – szczerzy do mnie piękny, choć zadrutowany uśmiech Oleńka.
- Nie zauważyłam Olka, i właśnie o to chodzi!
Dzieciaki się rozochociły, i siłą rozpędu gnamy na konkursy. A jak chcą? To pędzimy. Wysłuchuję więc dzień w dzień płomiennych interpretacji cudnej poezji Leśmiana, Mickiewicza, Gałczyńskiego, zaskakujących kreacji prozy od Prusa po Stephenie Meyer. No, no, niektórzy to mnie doprawdy zaskakują.
A wieczorem… Wieczorem z białego kubka popijam czystą, chłodną wodę. I odkrywam aktorski świat Anny Dymnej, za sprawą biografii autorstwa Elżbiety Baniewicz.

Zaś jutro rano, w białym kubku wyląduje energetyczny (zdecydowanie nadużywam tego słowa ostatnio, ha!) koktajl na śniadanie:
- małe opakowanie jogurtu naturalnego
- banan
- troszkę cynamonu
- łyżka orzechów laskowych
Wszystko potraktuję blenderem. 
A potem chlup! I tak o, rozpocznę kolejny dzień.
Energetycznie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz