piątek, 20 marca 2015

Zaćmienie

Dziś przed południem jak większość Polaków, zadarłam łepetynę w górę. Zaopatrzona w okular przeciwsłoneczny i niezadrukowaną płytę CD spoglądałam w stronę słońca. Tak, wiem, bardzo niezdrowo, ale przecież podobna okazja zdarzy się dopiero za 11 lat!!! Przypomniałam sobie przy okazji zaćmienie słońca sprzed ponad piętnastu. Pamiętam je dokładnie bo podrygiwał wtedy w moim brzuchu Jędrek. Sierpniowy, gorący dzień spędzaliśmy nad rzeką. Kurcze... to było kilkaset metrów od miejsca, w którym teraz stoi nasz dom! Wówczas w życiu bym w to nie uwierzyła, że za klika lat zamieszkamy niedaleko, za krzaczkami, tuż nad rzeczką. Mój brzuch był już bardzo okrągły – ponad miesiąc później urodził się Jędruś. 
Dziś, pomimo tego, że zaćmienie nie było całkowite, to światło przez kilkanaście minut stało się takie inne, bardziej szare, surowe. Niczego nieświadomy Faf wygrzewał z lubością nochala i mrużył oczy. Raczej nie zauważył, że na jakiś czas księżyc skradł kawał słońca. Jędrek do szkoły też zabrał podobny zestaw do mojego i jak donosił esemesem, nawet "coś tam widział". Michał pisał w tym czasie jakiś egzamin i bardziej go interesowało ewentualne zaćmienie własnego umysłu, niż słońca.
Zaćmienie, zaćmieniem, a tu wiosna TAADAAM!
I już jest!
Od samego rana, jedna z budek lęgowych na olchach, była wizytowana przez potencjalnych ptasich lokatorów. Chyba czynili porządki, bo nie wyczyściliśmy budek po zeszłym sezonie (a to leniwce z nas) i parka na zmianę wyrzucała z budki ptasie piórka, gałązki. 
Teraz to już naprawdę – wiosna! 
Juhu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz