niedziela, 5 kwietnia 2015

Świętujemy :)

Wielkanoc zmarznięta. Siedzimy w cieple kominka, dla równowagi pijemy zimne wino czarnogórskie, odpoczywamy po jednych spotkaniach rodzinnych, w oczekiwaniu na kolejne. Celebruję wyciszenie, zatrzymanie. Zawieszenie pomiędzy tym co zostawiłam w pracy przed świętami, a do czego wrócę zaraz po. Ale w perspektywie weekendowy wypad z przyjaciółmi nad morze, więc jest na co czekać.
Póki co świętujmy cud Wielkiej Nocy!
Nie zdążyłam na czas z życzeniami na blogu, ale wierzę, że Wasze Święta są piękne i pełne nadziei :) No i zdrowe :) W sensie kuchennym. Ja w ramach nowych tryndów żywieniowych w mojej rodzinie, po raz pierwszy w życiu ugotowałam żur na samodzielnie zrobionym zakwasie. Radocha nie z tej ziemi, smak, taki, że o, matko! I kolejne pytanie - jak mogłam bezcześcić żurek gotowymi półproduktami sklepowymi?
Jutro w karcie dań głównych będzie do wyboru łosoś na parze, uprzednio marynowany w czosnku, cytrynie i koprze, i kaczka nadziewana, tłusta jak nie wiem co - no aż tak ortodoksyjna w diecie nie jestem ;) Czasami trzeba zgrzeszyć, aby mieć po co chodzić do spowiedzi. Choćby pani dietetyk, hyhy.
Radosnego świętowania :)




1 komentarz:

  1. Po świętach jeno wspomnienia zpostały.... Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń