środa, 27 maja 2015

Bez pomysłu na tytuł

Zimno. I pada. I zielono. I pachnie intensywnie mokrą ziemią. I kwitnącymi wciąż drzewkami owocowymi, wysianymi dziko na łąkach i polach-nieużytkach. I zaraz maj się skończy, i nie zdążył porozpieszczać słońcem, oj nie. W warzywniku zapierniczają chwasty na potęgę. Aura im służy. W przeciwieństwie do pomidorów, ogórków i ziół wszelakich. Fafon wystraszony, bo co raz przechodzą burze, a on truchleje na odgłosy grzmotów. I robi się z niego taki tyci tyci malusi pieseczek, jorkiś – tak na niego mówimy. Kot ma burzę gdzieś. Kot głównie ma wszystko gdzieś. Oprócz swojej michy.

Do pracy dojechałam przemoknięta. Zanim wyschłam, zmarzłam. Gorąca kawa z mlekiem stawia na nogi i rozgrzewa.
A w pracy teraz czas mocno intensywny, jak to u progu sezonu, że tak powiem. Papiórki-bzdurki, szkolenia i takie tam. I ostatni spektaklik przed wakacjami – „Kopciuszek” w wersji okrojonej, bo za dużo aktorów na malutkiej scenie mieć nie mogę. Co się dało poszło na narratora, reszta na Herolda i jakoś tam ten Kopciuszek zgubi pantofelek, potem pantofelek odnajdzie "Kopciuszka". Będzie fajnie. O ile dam radę moich artystów ogarnąć, bo jak zwykle mają oni na głowie tysioncpińcet rzeczy, a "Kopciuszek" to już będzie tysioncpińcet jeden. Mimo wszystko widać finisz.

Na kanwie świra dietetyczno-zdrowotnego, jakiś czas temu postanowiłam wzmożyć swoją aktywność, że tak powiem prosportową – choć to moooocno na wyrost określenie, ale niech tam! Do kijkowania i rowerkowania dołączyłam codzienne spotkania z sympatyczną panną Mel B. Na początku było tak, że MelBisia z promiennym uśmiechem, bez grama zadyszki, fikała mi na monitorze, a ja mniej więcej połowę treningu sapałam na macie. Ale jest postęp! To znaczy, sześciopaku jeszcze nie wyhodowałam i raczej nigdy to nie nastąpi, bo inne priorytety, że tak powiem, mam. Ale! Ale robię całe treningi, prawie dorównując tempu paniusi Mel B. i jej ekipie. Tyle, że już na taki uśmiech jak ona nie mam siły. Ale przecież mnie nikt nie ogląda. Ona to co innego. Ona to musi :)

Jest moc!

1 komentarz:

  1. Podczytuję od dłuższego czasu i dość mocno się rozgościłam, bo zamierzam pozostać na dłużej:) Dobrze mi tutaj u Ciebie:) Pomimo tego, że było zimno i padało (zmierza ku lepszemu!), tutaj się zagrzałam.
    Z tytułem czy bez, czekam na kolejne wpisy:)
    Pozdrawiam ciepło!
    M.

    OdpowiedzUsuń