piątek, 22 maja 2015

Bujam się

Z okazji bez okazji, Mężon obdarował mnie hamakiem. Nie byle jakim - na potężnym przenośnym, drewnianym stelażu. I teraz będę sobie mogła latać z tym hamakiem tam gdzie mi się zachce - czasem legnę sobie w słońcu, czasem w cieniu pod olchami, czasem w deszczu na tarasie, bo taras u nas wielki i pod dachem.
Kiedyś, w czasach "starej małej" działeczki, mieliśmy cudnej urody pleciony hamak, rozpięty pomiędzy dwiema wiśniami. Niestety, wszystkie owocowe drzewka wokół naszego domu będą musiały rosnąć jeszcze ze 30 lat, zanim zawiśnie na nich hamak. Czekać tyle mi się nie chce, no i czy ja dam radę wówczas na taki hamaczek pod wisienkami, wdrapać się o własnych siłach, hehe? Do tego czasu, hm..., musi starczyć mi ten na stelażu.
Hamak, huśtawkę, jakikolwiek bujak to powinien mieć każdy. Nic tak nie koi, nie uspokaja, łagodzi co tam w człowieku się rozedrga, jak właśnie miarowe, delikatne buju tam i buju z powrotem.
A więc zmykam. Na hamaczek... mmm...

Na starym było tak...


A nowy czeka na testowanie:



3 komentarze:

  1. Cudny! Czyli, że sezon na hamakowanie rozpoczęty? Bo moje hamaczysko jeszcze na strychu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękny hamak :) i jaki uniwersalny bo przenośny. Ja mam taki właśnie rozpięty między 2 drzewami- czyli stacjonarny ;) I zastanawiam się nad drugim- w innym miejscu bo ciągle wojna jest kto ma sie bujać na hamaku. Ale drzewa są tak rozrośnięte i z konarami dość nisko że chyba najpierw trzeba by było jakieś piły łańcuchowe elektryczne mieć żeby zrobić miejsce na hamak. Może takie coś pomoże? I wojna się skończy?

    OdpowiedzUsuń