niedziela, 3 maja 2015

I po majówce...


A to się wiosna rozbujała. Utonęła w pocztówkowym błękicie nieba nad naszym żółtym domkiem, majowej zieleni i bieli kwitnących drzew owocowych. Nawet kilka naszych młodziuśkich sadzonek sypnęło kwieciem. Trawnik obsiadły żółte mniszki wespół w zespół ze stadem szpaków i kosów. Wyjadają robaczki czy nasionka, kto to ich tam wie. Dzięcioł z zapałem stuka w olchowe kory, pisklaki drą się niemiłosiernie w lęgowych budkach, "nasz" bocian przepędza nową parę bocianią, która przymierza się do założenia gniazda w okolicy. I kukułki kukają jak najęte - jak to zwykle w maju. Moje rabatki zakwitły tulipanami, z których jedne rozczulają mnie szczególnie - piękne, białe, dorodne, strzępiaste kielichy, z ledwo widocznym zielonym muśnięciem na płatkach. Cebulki dostałam w zeszłym roku od pewnej młodej pary, która właśnie w ten sposób dziękowała gościom weselnym za przybycie na ich ślub. Młodzi prosili o przesłanie im fotek, kiedy z cebulek wyklują się kwiaty.
Chcę zatrzymać w pamięci te majówkowe dni. Ognisko z przyjaciółmi, taras rozświetlony świecami, grillowe spotkanie rodzinne. Blask porannego słońca, które zaglądało co rano przez kuchenne okno, i do którego wdzięczył się majeranek posiany w niewielkiej filiżance. Poświatę gasnącego dnia. Szybujące nad domem boćki. Lenistwo z książką na leżaczku. Pracowity niechsięświęcipierwszymaja spędzony w ogródeczku. I smutny Fafonek, do którego chyba dotarło, że nowe ogrodzenie skutecznie (odpukać PUK PUK PUK) odcięło mu drogę do wolności.









Witaj maju ukochany! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz