wtorek, 19 maja 2015

Majem trzeba się zachwycać

Maj zimny, kapryśny, ale i tak piękny. Nie wolno na maj narzekać. Majem trzeba się zachwycać, maj trzeba wąchać, maj trzeba słuchać. Kochać go, bo zaraz się skończy i następny będzie dopiero za rok.
Codziennie rano wypijam kawę na tarasie, słuchając kukułki, drących się piskląt z gniazd wszelakich i piły tarczowej sąsiada dwa płoty dalej. Albo i trzy, bo słychać jakoś tak mało nachalnie. Wieczorem chodzę z kijkami okolicznymi dróżkami, łąkami, ścieżką, tą, co to nadrzeczką. Mijam wędkarzy, biegaczy, innych kijkujących. Spotykam znajomych, chwilkę z nimi rozmawiam. Pośmiejemy się i każdy idzie w swoją stronę. Fajnie się samemu chodzi. Bo można pośpiewać pod nosem, choć się fałszuje i zna się co drugi wers w ulubionej piosence. Posłuchać własnych myśli można. Podejrzeć polującego bociana, albo zająca co kica skrajem wału. Można zamachnąć się nogą i kopnąć dmuchawca, niech lecą nasionka hen daleko...

A co tam w naszym obejściu słychać?

Ponieważ wybory teraz na topie, to i nasz Jędrzej dokonał wyborów życiowych: wybrał ostatecznie patrona bierzmowania. Będzie Stanisław. Po Pradziadku Staśku, Dziadku Marka i Ojcu Teściowej w jednej osobie. Wybrał też szkołę średnią, w której przez najbliższe trzy lata będzie się edukował. Ku chwale ojczyzny i rodziny, no i swojej osobistej, mam nadzieję.

Michał robi przymiarki do kolejnej sesji i do nowych ciuchów. Bo z poprzednich mocno mu się wyrosło. A raczej poluzowało. Tak, tak, zdrowe nawyki żywieniowe mają, kurna, jednak paskudną wadę – trza zmieniać garderobę. A to bije po kieszeni, psia mać.

A propos psa – Faf i szczęśliwy i nieszczęśliwy jednocześnie. I to wszystko z jednego powodu – ogrodzenia. No bidulek nie ma jak uciekać. Ale za to może cały dzionek śmigać poza kojcem. Do rezydencji pod brzózką wraca na nocowanie.

Kotka żywieniowych nawyków zmieniać nie zamierza. Drze jape ilekroć karma w misce osiąga niepokojąco niski stan. Dla niej pół miski karmy, to miska pusta. Miska pusta, to widmo śmierci głodowej. Taak, nasza Kotka zdecydowanie nie dogadałaby się z panią dietetyk...

Marecki zaś w wiosennym szale prac okołodomkowych. Efektem czego jest na ten przykład uroczy, pleciony płoteczek z wierzbowych witek, wokół mojego warzywnika. Stary, lekko spróchniały, dopełni swego żywota w ognisku. 



A ja?
A u mnie to nic szczególnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz