środa, 6 maja 2015

Maturalne wspominki


Zakwitły kasztany, a więc matura!
Wyciągnęłam z wiklinowego pudła na tajne pamiątki, stare zeszyty - dzienniki, czyli aby było prościej – taki blog offline ;) sprzed... 25 lat.
Czas mojej matury.
Przygotowywałam się do niej i zdawałam ją na paczkach. A to dlatego, że tuż po ostatnich egzaminach wraz z rodzicami przeprowadzałam się do dużego miasta. Ostatnie dni przed maturą miałam mieszkanie tylko do swojej dyspozycji. Rodzice wyjechali czynić ostatnie prace remontowe. Mnie zostawili z pełną lodówką i – jak sądzili – świętym spokojem, abym miała warunki do nauki. W trymiga zeszły się do mnie na całodobowe uczenie kuleżanki – Iza i Monika. Większość czasu poświęcałyśmy nie tyle na naukę, co na roztrząsanie naszych rozterek życiowych, z naciskiem na dylematy miłosne. Cudny był to czas, przesiąknięty zielonym majem, naszym, skrzętnie ukrywanym niepokojem, co dalej z tym życiem po szkole? Co jakiś czas wpadali do nas nasi koledzy z klasy, tudzież nasi chłopcy – no atmosfera do nauki była przednia.
W czasie przygotowań do matury nauczyłam się pić kawę.
Do dziś pamiętam atmosferę tamtych dni. Radosnych, naprawdę...

Temat z pisemnego polskiego obezwładnił mnie swoją prostotą – motyw pracy w literaturze polskiej. Pierwszą godzinę poświęciłam na pisanie ściąg dla koleżanki siedzącej za mną, dopiero później wzięłam się za swoją rozprawkę. Ledwo zdążyłam. Drugiego dnia, jako absolwentka klasy humanistycznej, pisałam historię – mocno nastawiona na mój ukochany okres w historii Polski – międzywojenny. Tak mocno wierzyłam, że będzie ustrój II Rzeczypospolitej, że zignorowałam przepowiednie naszej historyczki – „Będzie XVII wiek, no i oczywiście II wojna światowa. A Piastów sobie odpuście.” Pani historyczka zzieleniała kiedy przeczytała pierwszy temat z pisemnej historii – Polska Piastów, uśmiechnęła się przy temacie dotyczącym Polski XVII wieku i jeszcze szerzej przy temacie trzecim: sprawa Polska w czasie II wojny światowej. Ja natomiast byłam zielona cały czas. No gdzież, ach gdzie moje dwudziestolecie ukochane? gdzie Piłsudski, gdzie przewrót majowy?, Konstytucje – Mała?, marcowa? i wreszcie kwietniowa??? Gdzie to wszystko i gdzie ja z tym wszystkim! Nie miałam wyjścia – musiałam zmierzyć się z Wielką Trójką i z tymi wszystkimi Jałtami, Teheranami, Poczdamami. Z pomocą przyszła mi wszechwiedząca koleżanka Anna (późniejsza studentka archeologii śródziemnomorskiej) i... moja kochana Pani od historii.
- Zwariowałaś? W drugiej wojnie światowej nie było Rosji Radzieckiej, sprawdź dokładnie całą pracę! - mruknęła do mnie, kiedy po pobycie w tualecie (kiedyś można było wyjść), odbierałam swoje wypociny ze stolika komisji.
A ja chciałam bidulka kwieciście urozmaicić jakoś ten Związek Radziecki ;) Uratowała mnie moja kochana pani profesor przed potężnym błędem rzeczowym.

Wszystkim maturzystom życzę otwartego umysłu podczas egzaminów i cudownych wspomnień na długie lata!

1 komentarz:

  1. ja też pisałam na maturze o motywie pracy i Bogumił Niechcic był jej głównym bohaterem, polskiego się nie bałam, matematyka była moją zmorą, a musiałam ją zdawać obowiązkowo, modliłam się o zadanie dotyczące badania przebiegu zmienności funkcji i było :)
    Wspominam taką sytuację: koleżanka miała worek ściąg po siostrze, rozdawała każdemu, bo przecież komuś się może przydać, swoją, nie wiedząc co z nią zrobić, schowałam do buta i męczyłam się, bo było mi niewygodnie, nikt nie skorzystał z tej ściągi :)
    Kiedy opowiadam uczniom, jak wyglądała moja matura, mówią, że oni takiej by nie zdali, najbardziej dziwi ich to, że trzy błędy ortograficzne w pracy, to dwója murowana :)

    OdpowiedzUsuń