wtorek, 16 czerwca 2015

Aparat(y)

No i Fafik storpedował ogrodzenie. Łaziłam po łąkach, daleko od domu, i rozmawiałam przez telefon z Mamą. Nagle słyszę pęd jakiegoś zwierza, odwracam się i oczom mym ukazuje się zdyszany, zziajany i opluty po same łapy, nasz radosny pies. Przeszczęśliwy, że znalazł pańcię. Wykonałam dość sprytny skok szczupakiem w trawę i w ostatniej chwili złapałam Fafa za tylną łapę. Komórka wylądowała kilka metrów dalej w zaroślach. Marko dojechał do nas na rowerze po 10 minutach. Fafcio wrócił do kojca. I tyle jego wolności.
Dziś od rana miałam go na oku. A jak z oka musiałam go spuścić, lądował w kojcu. Trudno, kolejnych mandatów za „niezachowanie środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia” nie mam zamiaru regulować. I tak dzięki ci o Panie, za wyrozumiałych sąsiadów, u których Faf zdeptał rabatkę stokrotek i zorał łapami zagonek rzodkiewek. Bo oczywiście skiknął przez płot na posesję obok, a potem w długą. Za pańcią.

Przedpołudnie spędziłam z Jędrkiem w gabinecie stomatologicznym. Wreszcie po dwóch latach rozciągania paszczy ruchomym aparatem, założono mu stały. Z niebieskimi ligaturami. Do wczoraj ligatura kojarzyła mi się jeno z pismem, a teraz już wiem, że to także gumeczki, które trzymają drut stałego aparatu w zamkach. I te ligatury mogą być w różnych kolorach. I można je co miesiąc wymienić. No jaki szał! Ile to się może człowiek dowiedzieć w gabinecie ortodonty. Byłam pełna podziwu dla precyzji z jaką Oleńka, nasza ulubiona pani stomatolog i ortodonta w jednym, pracuje nad zębami mego syna. Wieczorem Jędrek trenował mycie zadrutowanej szczęki, po zjedzeniu pieczonego boczku (tak, tak Jędrek ma gdzieś dietetyczne zapędy matki), a dziś na śniadanko dał radę wypić jogurcik i zjeść tycie kanapusie z serkiem topionym, pokrojone w kosteczkę. Chlebek bez skórki oczywiście. Jak za starych, wczesnodziecięcych i – co istotne – bezzębnych lat. Ponoć za kilka dni będzie lepiej :) By dokonać totalnej metamorfozy zaliczyliśmy jeszcze fryzjera i normalnie nie poznaję syna. Duży jakiś taki się zrobił. I fryz ma inny. I zęby, hehe. A niedawno był malutki, łysy, a bywało, że i bez zębów. 
Aaa... bo ten czas to leci, i leci.

By zaś notka miała wspólną puentę, zakończę tak:
Niezły aparat z tego naszego psa. Niezły aparat ma nasz syn. O!

2 komentarze:

  1. A Fafcio jakich gabarytów? Sądząc z opisu, spory:) Ale wierny! Jak każdy pies. A upływ czasu rzeczywiście widać najdotkliwiej na naszych dzieciach... Jednego dnia to malutkie brzdące, a za kilka mgnień młodzi mężczyźni... Też wzdycham. Aaa... bo ten czas... Chciałoby się go zatrzymać, prawda?
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta Twoja psina to niezły gagatek :) a te dzieci faktycznie rosną jak szalone, moja kruszyna pod koniec tego roku 4 lata już będzie miała!!! 4 lata, nie mam pojęcia kiedy to zleciało. A na urodziny dostanie siostrzyczkę/braciszka i w zależności od tego czy będzie to dziewczynka czy też chłopiec, albo z prezentu będzie zadowolona, albo wręcz przeciwnie ;)

    OdpowiedzUsuń