poniedziałek, 22 czerwca 2015

W oczekiwaniu na wakacje

Weekendowy poranek zwykle pachnie kawą. Cudownie komponuje się z rześkim powietrzem na naszym południowo-zachodnim tarasie. Niedawno Marko ulitował się wreszcie nad stojącym w garażu singerem Babci Wandzi, wymontował maszynę, i tak oto mam uroczy stoliczek kawowy. Aż się prosi aby postawić na nim laptop. Albo położyć książkę. Albo koszyczek wiklinowy z moimi szydełkowymi akcesoriami (przy okazji - foto wydzierganego kubraczka na winko dla znajomych, którzy zamieszkali w nowym domu). Bardzo ten stoliczek lubię i raczej na pewno nie dam mu spędzić zimy w garażu. Już ja mu znajdę jakieś miejsce w domu.



A w poniedziałek, ojć jak ciężko się pracuje. Szczególnie, że w pracy nawał pracy. Ale na horyzoncie wakacje, ach och wakacje! I cóż, że planowane raczej domowo, i cóż, że będę pracowała dodatkowo. Ale zawsze to będzie taki faaajny, leniwy czas. Wyhamowany. W innym rytmie. Marko rozpoczął swój urlop, który też zaplanował pracowicie. Powstają nowe pergole, skrzynie na kwiaty. Może nie od razu zamieszkają w nich docelowo planowane kwiaty, póki co spędzą tu lato rośliny domowe. Czeka też robota przy dalszym układaniu drogi dojazdowej do naszej posesji.

Z bocianiego gniazda wystają dwa małe łepki z czerwonymi dzióbkami. Lada moment maluchy rozpoczną szkolenia lotnicze. Będę podglądała jak im idzie.
Chabry kołyszą się w zbożu. I maki, całe morze soczyście czerwonych maków...
Pachną lipy i słychać jak w nich wrze robota.

1 komentarz:

  1. Moja babcia taką maszynę miała :) Pamiętam jako dziecko, zimą uwielbiałam się bujać na tym pedale na dole :) a babcia w końcu krzyczała, że już dość bo popsuję :D o rany jak to dawnooo było :)

    piękny kubraczek ma ta butelka :)

    OdpowiedzUsuń