środa, 22 lipca 2015

Nad jeziorem


Jezioro przyjemnie chłodne, tuż po wejściu wręcz zimne. Kilkanaście metrów przepłyniętych szybszym tempem, rozgrzewa mięśnie i woda już tylko koi brązowe od słonecznych muśnięć ramiona, schładza gorącą skórę. Leniwą żabką okrążam niewielkie dzikie jeziorko w niespełna 20 minut. Z postojem na przeciwległym brzegu, tuż obok gęstej trzciny, aby postraszyć koczujące tu ropuszki. Rzucam się z rozpędem w jezioro, by słyszeć głośne kaskady rozpryskującej wody, a potem delikatnymi ruchami rąk i nóg, płynąć w ciszy.
Leżę w wysuszonej trawie, co pachnie jak gorące lato. Słonecznie, sucho, troszkę jakby ziołami, troszkę spaloną ziemią. Do błogiego wyciszenia kołyszą rozśpiewane świerszcze i szumiące na wietrze trzciny.  
Zawieszam się na tym letnim lenistwie. Wczepiam w nie swoje myśli, aby uciec od empatii, która zatrzymać się chce nad każdym smutkiem, każdą troską tego świata. Próbuję przekonać samą siebie, że przecież to nie jest tak całkiem źle myśleć czasami hasłami: „ja”, „mi”, „dla mnie”.

2 komentarze:

  1. Wręcz przeciwnie - należy kochać siebie i myśleć o sobie. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, masz rację, gdyby ludzie bardziej lubili siebie samych, na pewno nie byłoby w nich tyle goryczy i złych emocji wysyłanych innym. Pozdrawiam wciąż wakacyjnie :)

      Usuń