piątek, 31 lipca 2015

Ostatni dzień lipca

Słoneczniki już zakwitły. I onętki. Letni wiatr muska ich delikatne płatki. Fafik tradycyjnie obszczekuje wypasane tuż za naszym ogrodzeniem konie. Szczególnie upodobał sobie nowy przychówek naszego sąsiada – niespełna miesięcznego, gniadego źrebaczka. Maluch jest przeuroczy. Nieustannie biega jakby przyklejony do boku mamy. Uwielbiam obserwować jego poczynania na pastwisku. Dziś zaległ w słoneczku na pastwisku i przespał dobry kwadrans, ku niezadowoleniu Fafa oczywiście.



Zatracam się w wolnym czasie, bez skrupułów beztrosko spędzam wakacyjne dni. Czytam zaległe książki i oglądam zaległe sezony jakiś durnych seriali. Ku uciesze synów dwóch, śledzę „losy” sułtańskiej rodziny, odnajdując jak nic konwencję najdłuższego i najbardziej durnego serialu wszechświata, „Mody na…”. W tym „sułtańskim” pełno powłóczystych spojrzeń i muzyki usiłującej budować grozę. No i jak się nie obejrzy ze trzech odcinków, to i tak wiadomo o co chodzi. O dziwo serial ogląda mój teść – historyk, więc z ciekawości luknęłam na dwa odcinki i mnie psia krew „wciągło”.

Na szczęście nie samą tiwi człowiek żyje. Zresztą lecący w tle durny serial pozwala na inne prace. Wreszcie mogę do woli poświęcać się swojej robótkowej pasji. Produkuję kubraczki na butelki z winem. Ostatnio przeglądałam fotki wszystkich kubraczków jakie do tej pory zrobiłam, a raczej które sfotografowałam (choć od jakiegoś czas staram się dokumentować wszystkie prace), i wyszło mi ich ponad 100! Nieźle, a w domu – ani jednego. Wszystkie wydane "do ludzi": butelkowe kubraczki.






Winko z zeszłorocznych winogron już rozlane do butelek, w piwniczce leżakuje w oczekiwaniu na swoje przeznaczenie. Mam wrażenie, że wyszło troszkę zbyt słodkie, i jakby ma mniej procentów niż zazwyczaj, ale może to tylko złudzenie, może jest zbyt młode? Oby w piwniczce nabrało mocy.

Marko również twórczo spędził czas urlopu. On z tych co to po pracy odpoczywają… pracując, najlepiej fizycznie. Z wciąż zalegających w składziku, pobudowlanych dech, robi donice-kwietniki na taras i okolice domu. Ozdabia je resztkami kilkudziesięcioletnich narzędzi gospodarczych, które wciąż znajdujemy na naszej działce. Kiedyś, dawno temu, w miejscu gdzie mieszkamy, było wiejskie obejście. Pozostały po nim stare fundamenty po jakiejś piwniczce i właśnie to zardzewiałe żelastwo.


A poza tym, postanowił dać upust swojej głównej życiowej pasji i zaczął… pisać bloga :)
O muzyce: To tylko stare granie, lecz ja to lubię.
Synki dwa tylko głowami kręcą – rodzice to mają pomysły ;)

I tak oto przegalopował lipiec…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz