niedziela, 12 lipca 2015

Sezon ogórkowy na zadupiu

Pierwsze koty za płoty, czyli początek wakacji za nami. I, niby nic się nie dzieje, no bo wakacje, sezon ogórkowy, większych planów wyjazdowych w tym roku niestety brak, a jednak jak widać wcięło mnie na jakiś czas. Porwała w swe szpony jak najbardziej realna, choć wcale nie szara rzeczywistość. A może tak to jest, że człowiek zachłysnąć się musi wolnym czasem i na gwałtu rety nadrabiać wszelkie zaległości towarzyskie i generalnie "wolnoczasowe"? By potem codzienność wróciła na spokojne tory.
Po maratonie dodatkowej pracy w pracy, nawałnicy spotkań towarzyskich, nadszedł czas nicnierobienia. Albo robienia tego co się chce. Czytam książki, coś tam dłubię szydełkowo-robótkowo, marnotrawię czas w Internecie. Rozpoczęłam też produkcję przetworów - na pierwszy rzut, jako, że sezon ogórkowy, no to ogórki. O dziwo, nawet te w przydomowym ogródku, tak skrzętnie przeze mnie zaniedbywanym, obrodziły.
Spędziłam też troszkę czasu z Mamą. Mama miała zabieg operacyjny na oku i chciałam ją niejako wesprzeć w rekonwalescencji. Ale moja Mama to jest jednak nakręcona energia i w kilka godzin po zabiegu, robiłyśmy rundkę po Lublinie. Dziwnie było mi po dłuższej przerwie nocować w bloku - myślałam, że tylko zatopiony w ciszy dom na końcu wsi potrafi wywoływać u mnie niespokojne palpitacje i grozę w sercu typową dla horrorów klasy C. A tu łomatkobosko, drzwi gdzieś trzaskają, ktoś gdzieś gada i nie wiem gdzie, ktoś zamyka okno, gdzieś bimba zegar, gdzieś ktoś się kąpie, szura krzesłem, zamyka szafkę, a ktoś inny robi siusiu - z przeproszeniem. Zapomniałam, że mieszkanie w bloku ma inną ciszę.
Wróciłam ze swojego dawnego domu do prawdziwie swojego domu...
Tak, mój dom, to dom ten, który mam teraz. Z Marko i chłopakami. Pokręconym psem, co łazi po płotach i grubym kotem, który dostaje fioła na widok pustej michy. Tu bije moje serce. Dom na końcu (nie)wsi, na "Ciotka, jakie ty masz tu cudne zadupie!", jak dobitnie określił syn mojej przyjaciółki Aśki, gdy zawitał do nas po raz pierwszy.
Mama chyba już to zrozumiała i zaakceptowała. Choć nie wiem jak dalej potoczy się to czy tamto, to jednego jestem pewna - tego domu. 

1 komentarz: