piątek, 7 sierpnia 2015

Gorrrrąco!!!

Nie narzekamy na upalne lato, nie narzekamy. Wszak lada moment to wszystko odejdzie w chłodne i szare dni jesieni. Utopi się w mglistych porankach i krótkich, zbyt krótkich dniach. Soczysta zieleń zamienia się powoli w wypaloną sepię. Trawnik odpuściliśmy, wcale go nie podlewamy. I tak nic to nie daje, a rachunek za wodę by mnie tylko wściekł. Przyjdą deszcze (a przyjdą, bo przecież natura kocha równowagę) wszystko się wyrówna. Późnym wieczorem, kiedy już całkiem zajdzie słońce, podlewam jedynie kwiaty i warzywnik. Hortensje nawet dwa razy dziennie, bo błyskawicznie mdleją od tego gorąca. Na kijki (jeśli) chodzę też dopiero, gdy słońce prawie chowa się za horyzontem. Czasami drogę przebiega mi sarnia rodzina – maluch i dwa dorosłe osobniki. Cudny widok. Wolę gdy drogę przebiegają mi sarny niż lisy, których jest w naszej okolicy naprawdę multum. Właściwie każdego wieczoru miga mi przed nosem jakaś ruda kita. Łazikuję teraz głównie wykoszonym szczytem wału, bo na zwykle uczęszczanej przeze mnie trasie, która biegnie częściowo wzdłuż młodego lasu, coś chrumkało i ryło w ziemi. Dziękuję, dziki nie wzbudzają we mnie tkliwych skojarzeń, rodem z sielskich obrazów w klimacie „jeleń na rykowisku”.
Nad jeziorko jeździmy późnym popołudniem. Woda jest tak obłędna wówczas, po całym upalnym dniu, że brak słów. I pachnie tak cudnie jeziorko, czystością, świeżością, nieziemsko błogie uczucie lekkości.

Stres dopada mnie tylko kiedy muszę wyjść z zacisznej okolicy swojego domu. Powód? Oczywiście widoczne na rękach zmiany łuszczycowe. Staram się je ukrywać pod niby przewiewnymi ubraniami, ale niech ktoś znajdzie przewiewne ubranie, gdy nawet we własnej skórze człowiekowi gorąco przy temperaturze powyżej 35 stopni. Dlatego bądźcie w te upalne dni szczególnie wyrozumiali dla takich jak ja – ubranych zbyt bardzo i dla tych chorych, którzy są bardziej odważni niż ja, i nie kryją swojej choroby. Pomimo tylu lat chorowania, jest mi tak trudno znieść ciekawskie, czasami niestety zniesmaczone spojrzenia. A już całkiem nie potrafię poradzić sobie emocjonalnie z pytaniami: „o boszsz a co ci się stało?!” Dlatego znajdźcie w sobie zrozumienie i empatię :) I cieszcie się dotykiem słońca na swojej skórze, bo właściwie to tak niewiele go w ciągu roku w naszej strefie klimatycznej.




1 komentarz:

  1. oj zazdraszaczam oj oj oj ... jęczę ... jezioro - woda - wolność !!!! pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń