poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Sucho

Wychodzę na taras i mogę sobie śpiewać: "W steeepieee szeroookim, którego..." i tak dalej. Bo trawa suchuteńka i płowa. I drzewa też. I rabatki już nie są u mnie w kolorowe kwiatki, tylko w mdłe suszki.
Pachnie suszą. W warzywniku tylko bazylia, pomidory i kabaczki pełne szczęścia, i w rozkwicie. Grzybów to chyba w tym roku jesienią nie będzie. Szczególnie, że w prognozach wciąż upalnie. W naszym skrawku Polski, przy ujściu jednej sporej rzeki do drugiej, duuużej, deszczu nie było równo 4 tygodnie. Wokół roztacza się nostalgiczny pejzaż. Wysuszony. Wytrawiony z barw.
No i koniec wakacji jakby bardziej realny. Specjalnego nerwa z tego powodu nie mam, bo właściwie od jakiegoś czasu jestem w kursie działa, czyli co jakiś czas coś tam w pracy i dla pracy czynię. A ostatnie tygodnie wakacji upstrzone wizytami wszelakimi - od fryzjera po okulistę, po drodze oczywiście ortodonta, dietetyk, ganianie za podręcznikami i tak dalej. O medycynie pracy nie wspomnę, bo to osobny temat rzeka.
A boćki to w tym roku się wzięły i zabrały, że nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy. Czyżby też miały dość upalnego i suchego lata? W każdym razie, kiedy wróciliśmy ze zlotu, "nasze" gniazdo już zionęło smętną pustką :(
Nawet nie zdążyłam ich pożegnać, pożyczyć szczęśliwej podróży, i szepnąć do zobaczenia za rok...

1 komentarz:

  1. Macie swoje własne bociany?! Ależ Ci zazdroszczę... Ja chciałabym mieć mewę, ale musiałabym ją trzymać na balkonie, i w tej części Polski chyba nie czułaby się dobrze, niestety... Susza straszna, u mnie też stepy i ten krajobraz - dokładnie tak, jak piszesz - nostalgiczny, wytrawiony z barw.
    I chyba też dojrzałam do przyjęcia nowego roku szkolnego bez "nerwa" :)
    Pozdrawiam cieplutko:)
    M.

    OdpowiedzUsuń