sobota, 19 września 2015

Sobota

Piękna sobota. Taka letnio-jesienna. Odświeżona nocnym deszczem, zielona. Błękitna, rozjaśniona słońcem i biało-szarymi obłokami. Cicha. Pachnąca niesamowitą zupą-kremem z cukinii. I jeszcze papryką, pomidorami, umytymi oknami i wanilią. No bo dieta, dietą, ale czasami trzeba upiec puszysty sernik! Tak mam, że kiedy nęka mnie praca twórcza – aktualnie pisanie scenariusza ku czci – rzucam się w wir fizycznej roboty. A dziwię się, że Marko najlepiej wypoczywa urobiony po łokcie, ze szpadlem w ręce, piłą, siekierą, grabiami i tym podobnymi akcesoriami. …więc na targu warzywnym zakupiłam piękną, jędrną paprykę mieniącą się czerwienią i żółcią. Z lenistwa słoiki wrzuciłam do zmywarki, no ich akurat nie chce mi się ręcznie myć. Mruczy ta zmywarka, szemrają latające to tu to tam osy. Choć ta co mi lata nad głową mocno mnie irytuje. Może by tak ją palnąć łapką na muchy? A może darować, a niech jej tam! Szumią resztki liści na wiązie, wierzbie i olchach. Przeglądam swoje przepisy w poszukiwaniu proporcji na paprykowy sos i paprykę w miodzie. Obserwuję Kiteczkę, która zapędziła jakąś małą myszkę pod drewnianą donicę z kwiatami na tarasie i jak nic, ma na nią chrapkę. Ale myszka jest mądra. Za nic nie wyściubi nosa spod bezpiecznej kryjówki. Dom wyciszony. Michał nabija swoje kilometry na rowerze, gdzieś na obrzeżach miasta, Jędrek odpoczywa przed komputerem (a jakże!) po tygodniowym trudzie szkolnym. A Mężon odsypia nocnych Polaków rozmowy. Moja aromatyczna latte już się kończy. Wytrawne wino francuskie chłodzi na wieczór… Jego lampką uczczę rocznicę swojej metamorfozy (tak, tak to już rok dietetycznych zmian!) i jutrzejsze, szesnaste urodziny naszego ukochanego Jędrzejka…

3 komentarze:

  1. Hej, Agpelo! Pozdrawiam Cię serdecznie. Przyznam się bez bicia, że zaniedbałam swoje blogowe przyjaźnie, bo strasznie ostatnio jestem życiowo nieogarnięta. Podziwiam te wszystkie kobiety, którym robota pali się w rękach i jeszcze znajdują czas na artystyczne poczynania. Ja skutkiem moich życiowych perypetii wiecznie ostatnio jestem zmęczona i co drugi dzień do niczego. Ale pomału wychodzę z tego stanu i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Życzę Ci pięknej jesieni i udanych poczynań wszelakich.
    Buziak!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, zapomniałam się podpisać. Marita, oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że sobota upłynęła Ci na pracy w kuchni, co dla niektórych kobiet jest przyjemnością.
    Pozdrawiam i dziękuję za wizytę na moim blogu onetowskim.

    OdpowiedzUsuń