piątek, 2 października 2015

Minęło!


No i miesiąc stuknął już nie całkiem nowemu rokowi szkolnemu. Jędrek zaaklimatyzował się w nowej szkole. Jakoś tak bezboleśnie zmienił rytm dnia z codziennymi dojazdami 20 km w te i 20 wewte. Tych jego dojazdów to się chyba tylko ja bałam. Bo na pewno nie Jędrek. I sądząc po ocenach (dziennik elektroniczny to jest jednak fajna sprawa, szczególnie dla rodzica, hehe) to się nawet przykłada do nauki. Przez to wcześniejsze wstawanie i ja mam dzień dłuższy, i więcej mogę zrobić, no i analogicznie, więcej nie zrobić. W zależności jak tam się człowiekowi nastrój nastroi, a energia dopisze.
Michał wyjechał na swój kolejny – czwarty (!!!) rok akademicki. No ja nie mooogę, a zdaje się jakby to wczoraj było, kiedy remontowaliśmy dla niego warsiawskie mieszkanie, jakbym wczoraj zaryczana wracała z tej Warsiawy, bo zostawiłam w niej swojego syneczka malutkiego ;) Na szczęście moi synowie nie przejmują się tymi moimi emocjami i bardzo dobrze. Matczyne rozterki niech pozostaną tylko moimi fanaberiami, ale ich niech nie blokują przed niczym. Oni to mają swoje życie układać. I ewentualnie wiedzieć, że jakby nie daj boszsz... co złego w tym świecie durnym ich spotkało, to są takie drzwi, do których zapukać mogą zawsze i o każdej porze! No!
Marko wraca dziś ze służbowego wyjazdu do Zakopanego i od razu gnamy na urodzinową imprezkę do Andzi i Tomaszka. To znaczy urodzinki miała Andzia. Takie troszkę okrągłe, więc warto je jakoś uczcić.
Ja totalnie bez weny do pisania, ale na szczęście z weną do robótek ręcznych, więc Andzia dostanie winko odziane na okoliczność.

1 komentarz:

  1. Wow. Już Andzi zazdroszczę prezentu. Ale fajny pomysł z ubraniem butelki! Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń