poniedziałek, 30 listopada 2015

Poniedziałek błeee

Listopad odchodzi z hukiem. Dziś do pracy jechałam w asyście deszczu z gradem i przy akompaniamencie grzmotów i błyskawic, rozdzierających szare jak sto nieszczęść niebo.Oczywiście rowerem jechałam. Gdy tylko zalogowałam się w robocie przestało padać, wyszło słońce, a ja grzałam się przy kaloryferze. Moje ciało łkało o kawę, kawę, a najlepiej od razu dwie. Intensywny weekend andrzejkowy po prostu wyssał ze mnie siły. Nocne tańce, harce i swawole, że tak powiem powoli trzeba zostawiać młodszemu pokoleniu. Chyba jeszcze ze dwie noce będę odsypiała tę jedną, jedyną noc u Marzenki i Grzesia. Ale co się wybawiłam, wytańcowałam, nowe, przesympatyczne znajomości pozawierałam, wyśmiałam, przedniego wina nażłopałam, ekhem, ekhem, to moje!
A teraz to co? wchodzimy w okres przedświąteczny. Od kilkunastu tygodni dziergam już śnieżynki, pierwsze nawet zdążyłam sprezentować. Mam też plan, aby moją „służbową” choineczkę ubrać w szydełkowe... samolociki. Praca w środowisku lotniczym niejako oblige.
Chce mi się teraz spokoju. Wieczoru spędzonego właśnie z szydełkiem w ręku, albo z książką. Przy świecach i kominku. I niech ewentualnie kot się szwenda pod nogami, niech czasami wpadnie do domu śmierdzący wiatrem psiak. Niech nie docierają do mnie żadne wieści ze świata. Niech wszystko sobie zostanie za moimi oknami, za moimi drzwiami, poza moją percepcją.
I niech już się skończy ten przygnębiający poniedziałek.



sobota, 21 listopada 2015

Wieje, oby nie nami!



Ze wszystkich zjawisk pogodowych nie znoszę wiatru. Wciska się to to człowiekowi pod najciaśniej zapiętą kurtkę, pod najszczelniej zamotany szal, najgłębiej wciśniętą na oczy czapkę. Szarpie na wszystkie strony, a u mnie dodatkowo wywołuje łzy. Zanim dojadę rowerem do roboty, połowę makijażu szlag trafi. Wodoodpornych tuszy zaś, nie wiedzieć czemu, nie mogę używać. Bo płaczę jeszcze bardziej. Ale gorsze jest to, że wiatr roznieca niepokój w duszy. Wprowadza swoistą niestabilność, której racjonalnych źródeł trudno się doszukać.

A dzień dziś radosny. Świętujemy naszą kolejną rocznicę ślubu. Więc smutki precz, choć kiedy wczoraj oglądałam na "okoliczność" zdjęcia sprzed 23 lat, nuta nostalgii połaskotała serce.
Po takim czasie tak wielu osób już nie ma. Mój Tata, Dziadek Marka i jedna z Babć, moja Babcia i Dziadek, jeden z Wujków Marka i dwóch moich, Ciotka Janka, nestorka rodziny, która w zeszłym roku skończyłaby 100 lat, a dożyła "tylko" 97. Kilkoro bliskich ze starszego pokolenia niby jeszcze jest, ale jednak nie. No bo zaplątani w swoim odległym świecie, do którego już nie dopuszczają tego co "teraz".
I większość ówczesnych przyjaciół (?), którzy mieli być na zawsze, po wiek wieków, już są dalej od nas, a my od nich...

Z każdym rokiem, z każdym utraconym złudzeniem nabytym w kontaktach z ludźmi i różnościami tego świata, coraz bardziej wiem, że jedynym prawdziwym sukcesem i szczęściem człowieka, jest Miłość i Rodzina. Silna, trwała, odporna, niewzruszona na potknięcia jakie tam po drodze się zdarzyć mogą. Bo wszystko może przeminąć, zmienić się, prysnąć, zburzyć, rozwiać na wietrze, ale głęboka Miłość zostanie. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo i tą pewnością czasami zatrzepoczą wiadomości o zburzonych małżeństwach tu czy tam. Nic nie jest dane bezwarunkowo, dlatego trzeba DBAĆ, aby TRWAŁO i rosło w siłę, O!


sobota, 14 listopada 2015

Paryż, 13 listopada

"Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść."
 
                                                         Wisława Szymborska, Nienawiść


Jest mi dziś smutno.
Jak zawsze, kiedy staję w obliczu irracjonalnego, niczym nie wytłumaczalnego ZŁA.
Dokąd zmierza człowiek...
W takich chwilach zaczynam wątpić w to, że dobro jest silniejsze.
Tak wiem, zło istniało od zarania człowieczeństwa, ale tym bardziej przeraża fakt, że ma się dobrze, wciąż doskonale.
Obezwładniająca bezbronność, wobec trudnego do ogarnięcia rozumem, wyrachowania.
Bezsilność, że twoje życie jest takie kruche i tak zależne od ZŁA kiełkującego poza tobą.
Wystarczy chwila, wystarczy przypadek i twoje życie nie zależy od ciebie.
Zależy od zła.


"Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia.
Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście.
Niektórzy zdążą jeszcze wejść.
Niektórzy wyjść.

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy.

Ta odległość go chroni od wszelkiego złego
no i widok jak w kinie:

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi.

Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi.
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają.
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy.
Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter,
a ten wyższy to wchodzi.

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.

Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach.
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.

Trzynasta osiemnaście.

Już nie ma dziewczyny.
Czy była taka głupia i weszła, czy nie,
to się zobaczy, jak będą wynosić.

Trzynasta dziewiętnaście.

Nikt jakoś nie wchodzi.
Za to jeszcze wychodzi jeden gruby łysy.
Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i
o trzynastej dwadzieścia bez dziesięciu sekund
wraca po te swoje marne rękawiczki.

Jest trzynasta dwadzieścia.

Czas, jak on się wlecze.
Już chyba teraz.
Jeszcze nie teraz.
Tak, teraz.
Bomba, ona wybucha."

                                        Wisława Szymborska, Terrorysta, on patrzy

wtorek, 10 listopada 2015

Coś (nie)słodkiego

Pada. I wieje. Te liście co Marko elegancko zagrabił na kupeczki, roztańczyły się po całej posesji i jego praca obróciła się w… No! Tak się poskładało, że mam kilka dni wolnych od pracy – nic darmo, wszystko odpracowane w wolne soboty, ale wolny czas jest faktem. Pławię się więc w domowej ciszy. Nawet wiatru za bardzo nie słyszę, ani deszczu pukającego o dach, bo wszystko szczelnie pozamykałam. Jutro dzień świąteczny, więc pomimo dietetycznego tryndu w rodzinie, pachnie ciasteczkami. Spokojnie – ciasteczka owsiane w wersji mojej pani dietetyk troszkę kalorii mają, ale są to bardzo wartościowe przekąski, które dodadzą energii w ten listopadowy chmurny czas.

Ciasteczka owsiane robi się mega szybko i będą cudownym dodatkiem do kawy, ale też sprawdzą się jako energetyczny ratunek na listopadowym spacerze. Wstawiam szybciutko przepis, może się skusicie i zdążycie zrobić na jutrzejszy dzień.

Ciasteczka owsiane
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 2 dojrzałe banany (rozgniecione)
  • 1/3 szklanki pokrojonych suszonych śliwek
  • 1 szklanka orzechów laskowych (ja dałam pół na pół z włoskimi) – orzechy można przesiekać ale nie jest to konieczne.
Wszystkie składniki mieszamy, formujemy ciasteczka, układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 30 minut w 150 stopniach. Z podanych proporcji wychodzi niewiele ciasteczek – w zależności jakiej wielkości uformujemy – od 6 (wielkości kotlecików mielonych) do 12 (maluuutkich).



A wieczorem… wieczorem to ja upiekę jeszcze bezcukrowe muffinki z bananami.
Muffinki robi się wg zasady – oddzielnie mieszamy składniki suche, oddzielnie mokre, potem łączymy i mieszamy krótko aby tylko się wszystko połączyło, ciasta nie wyrabiamy, broń boszsz…

Składniki mokre:
  • 3 dojrzałe banany, rozgniecione widelcem
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki maślanki lub jogurtu naturalnego chudego
  • 1/3 kostki rozpuszczonego masła naturalnego
  • kilka kropel aromatu waniliowego
Składniki suche:
  • Niepełne 2 szklanki mąki orkiszowej (może być też gryczana – wówczas muffinki są bardziej wyraziste w smaku)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (lub łyżeczka sody)
  • szczypta soli
I teraz do roboty. Kiedy już połączymy ze sobą, wymieszane uprzednio oddzielnie składniki mokre i suche, napełniamy foremki do muffinek ciastem mniej więcej do 2/3 wysokości. Ja do pieczenia muffinek używam specjalnej blaszki z wgłębieniami, w które wsadzam papilotki. Można też piec je w foremkach silikonowych, do których nie ma potrzeby wkładania papilotek. Babeczki i tak ładnie dają się wyjąć. Ale papilotki to cały urok muffinek, tym bardziej, że można kupić je w uroczych wzorach.
Muffiny pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopniu przez około 20-25 minut, w zależności jak tam piekarnik sobie radzi. Do podanego powyżej przepisu można dodać posiekaną tabliczkę gorzkiej czekolady albo orzechy. Ja stawiam na orzechy, ponieważ ostatnio kolega obdarował mnie olbrzymim worem. Tak więc teraz łapię za dziadka do orzechów i pędzę rozgniatać skorupki. A jak muffineczki upiekę to fotkę wstawię.

Edit -> muffiny upieczone, ale się zagapiłam i się przypiekły zanadto, co absolutnie nie obniżyło ich atrakcyjności i powodzenia wśród mojej rodziny :)



Miłego jedenastolistopadowego świętowania :)

niedziela, 1 listopada 2015

Nie czekajmy...

Dni pełne wachlarza emocji już za mną. Teraz troszkę spokoju, jednostajności, wyciszenia i niech tak będzie. No bo jak długo można bujać się na huśtawce? Godziny gnają tak szybko. Czy to możliwe, że ktoś podkręca złośliwie zegar?
Ale nadchodzą takie dni, gdy wskazówki zwalniają, albo po prostu my przestajemy za nimi podążać jak opętani. Czas zadumy, wspomnień.
Odwiedzamy cmentarze. Zapalamy znicze, sprzątamy szeleszczące kolorowe liście z kamiennych płyt.


Ręka Mamy zwalnia, kiedy ściereczka nasączona detergentem obmywa fotografię mojego Brata, wkutą w zimny kamień. Łagodnieje, być może to tylko moje złudzenie, ale wyczuwam w tym ruchu czułość i tęsknotę. Minęło 35 lat, czas niektórych ran nie leczy.


Listopadowe już słońce łaskawe dla tych, którzy wciąż tu na Ziemi. Kolorami maluje pejzaż i naszą pamięć.
Tak dużo kwiatów wszędzie, światła, wspomnień pełnych wzruszenia, dobra, miłości dla tych, których już nie ma. Ale czy Ci wszyscy, którzy już leżą tam na cmentarzu, doświadczali tej uwagi także kiedy żyli? Czy Mąż, który teraz stawia pęk białych, ogromnych chryzantem, pod tablicą z imieniem i nazwiskiem swojej Żony, obsypywał Ją kwiatami kiedy żyła? Czy ta Pani obok grobu mojego Taty, zawsze miała tyle dobrych słów dla swojego Męża, jak teraz kiedy wspomina go, porządkując miejsce Jego wiecznego spoczynku?

Nie chowajmy miłości, czułych gestów, troski, nie żałujmy czasu dla tych, których kochamy. Okazujmy uczucia żywej osobie, nie czekajmy na rozmowy z zimnych i głuchym kamieniem.
Powiedzmy, że kochamy, że podziwiamy, że dziękujemy teraz, twarzą w twarz, nie zostawiajmy tych słów na mowę pogrzebową.

Zmarłym należy się nasza pamięć, żywym - troska, bliskość, aby nie przeoczyć tego za czym później przyjdzie nam tylko tęsknić...