sobota, 5 grudnia 2015

Zaspana

Sobotni poranek w pracy, yyyh. Ledwo zwlekłam się z łóżka o 8. rano, choć – o paradoksie! – cały tydzień wstaję przed szóstą, bez problemu! A może właśnie dlatego – po tygodniu niedospania, organizm buntuje się? Ale jutro niedziela, jutro pośpię. W ogóle od września jestem w totalnym niedoczasie i odczuwam deficyt snu. Wieczorem rzadko daję radę do końca obejrzeć jakiś film, przeczytać więcej niż 5 kartek książki! Ja, która potrafiłam czytać choćby i do 4 rano! Wstyd się przyznać, ale chyba nie wyrobię trendu „52 książki na rok”! Nie żebym czytała na ilość, ale dziwne, jak na moje standardy...
Wczoraj odwiedziliśmy wielki sklep, nowy markiet, już szósty, który powstał w naszym kilkunastotysięcznym miasteczku. Yyyh, że tak sobie pozwolę powtórnie już dzisiaj podczas pisania westchnąć. Sklep, jako całkiem nowy, budzi wśród mieszkańców miasteczka ciekawość. Pojechaliśmy i my. I raczej się z tym miejscem nie zaprzyjaźnię. Głośno, z głośników ryczą świąteczne piosenki, które zamiast wywoływać we mnie świąteczny nastrój, tylko mnie rozdrażniają i dołują, ciasno, wszystkiego nawalone, nastawiane, a i tak nie ma tego co lubię i zwykle kupuję ;) I te ogłupiające labirynty półek, niczym w ogrodach francuskich (a może angielskich?), które prowadzą wszędzie, tylko nie do kas. Marka co prawda usatysfakcjonowało stoisko z piwem, więc mnie pociesza – Przyzwyczaisz się! No nie wiem, nie wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz