wtorek, 9 lutego 2016

Nocka na zadoopiu?

Zimy u nas nie ma, z ziemi wychylają się tulipany i żonkile. Rankiem ptaszki świergotają, a na borówce pojawiły się drobne, zielone pączki. Rodzina uprzejmie donosi z gór, że śniegu co prawda nie ma, ale na wysokich trasach i owszem, więc na nartach da się poszusować do utraty sił. Które to wiadomo, że mus regenerować wieczorem, najlepiej w klimatycznej, góralskiej knajpie. Syn Duży wyjechany do stolycy, Mama wyjechana do Lublyna, pozostała mi perspektywa samotnej nocy na naszym zadoopiu. I traf chciał, że się trafił dodatkowy nocny dyżur w pracy, który przyjęłam z radością niebotyczną. I tym razem nie ze względu na dodatkowy zastrzyk pieniędzy, który wiadomo, że cieszy zawsze, ale właśnie za możliwość uniknięcia samotnej nocy w pustym domu na końcu (nie)wsi. Co prawda miałam w perspektywie nocne czytanie „Chłopca z latawcem”, ale pewnie milej będzie mi się czytało w pracy :)

Gdzieś jednak w głowie huczy myśl, że przecież kiedyś z tym lękiem będę musiała sobie poradzić, rozprawić się z nim, pokonać. Kiedyś.

3 komentarze:

  1. O, Chłopca z latawcem czytasz :) Niedawno skończyłam akurat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie wczoraj przyniosłam sobie z pracy (biblioteki) płytę z filmem pod rzeczonym tytułem.
    Wiesz, Agpeo, właśnie mierzę się z samotnymi wieczorami. Mój synek zawsze był zakochany w tatusiu i bardzo pragnie mieszkać u niego. Z bólem serca to uszanowałam, ale zeszła zima, pierwsza bez niego była ciemna i groźna, połowę przepłakałam. Dziś już lepiej, oswajam to nowe życie i szukam radości, gdzie się tylko da. Bywa trudno, ale odkryłam w sobie wiele siły, o której może nie miałabym pojęcia, gdyby wszystko mi się układało.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już kilka razy słyszałam o tej książce i chyba poszukam w bibliotece.Mieszkam w takich małych górach,gdzie na wyciągach suszują i cieszą się z zimy,ale ja czekam z utęsknieniem,na pierwsze oznaki wiosny.Samotnosci się trochę boję,ale czasami za nią tesknię

    OdpowiedzUsuń