piątek, 4 marca 2016

20 minut

By to szlag! Po raz pierwszy od kiedy Jędrek świtem bladym dojeżdża do szkoły te dwie dyszki kilometrów, zaspaliśmy. I to w dniu kiedy Jędrek spieszył się na ważny sprawdzian z hiszpańskiego. I tu się okazało, że czasami niemożliwe jest możliwe. Otóż mój syn, który rankiem ma swój rytm równy zaspanego żółwika, dostał przyspieszenia niczym pendolino na najwyższych osiągach. Myślę, że nawet aktualny mistrz F1, Lewis Hamilton, by się zawstydził. W 20 minut (dwadzieścia!!!) był gotowy. Włącznie ze spałaszowanymi płatkami, i całą poranna toaletą, w której poczesne miejsce stanowi fryzowanie grzywki na sztorc. Sru i na rower. „Zdążyłem!” – wysłał radosnego esemesa z busika. No to ja się pytam – czy jest sens zrywać się świtem bladym i tracić dobrą godzinę na szykowanie do szkoły, jak można wszystko zrobić w 20 minut? Toż to aż 40 minut spania więcej! A świtem każda minuta ma wagę, oj ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz