piątek, 11 marca 2016

Fruwam :)

Macie jakąś górę do przeniesienia?
Chyba dzisiaj dałabym radę :)
Zupełnie niespodziewanie rozpoczęłam kwalifikację na kolejną transzę leczenia biologicznego (nie)mojej łuszczycy. Poprzedni cykl leczenia zakończyłam w lutym 2015 roku. Od tego czasu choroba stopniowo, choć w mniejszym nasileniu wracała. I było tak - za mało zmian, aby wystarczyło na wyśrubowane kryteria naszego kochanego NFZ, ale za dużo, by móc cieszyć się możliwością odsłaniania ciała - ot choćby tylko rąk, tak do łokci, o nogach nie wspomnę. Także myślałam, że szykuje mi się kolejne lato w batystowych koszuleczkach z długim rękawem.
A tu bach!
A przy okazji oszukałam - świadomie i z premedytacją, mea culpa - panią w rejestracji. Gdyż ponieważ okazało się, że numerków do Pana Doktora Mojego Kochanego Anioła Stróża, brak. Konkretnie to tak brak aż do maja. Z miną pokerzysty rzekłam więc, że wiem, ale pan Doktor kazał mi zgłosić się mimo wszystko i przyjmie mnie po zakończeniu przyjmowania pacjentów numerkowych. Pani z miną nietęgą wyciągnęła mi kartę, a ja odmawiałam zdrowaśki pod gabinetem, aby Pan Doktor okazał się takim Aniołem za jakiego go mam i mnie nie pognał.
Nie pognał! I jest Aniołem :)
Więc dziś fruwam :)
Bułgaria zabukowana.
Występ moich "artystów" na okoliczność i ku czci, wyszedł "zachwycająco" (zasłyszane, nie abym się tak sama z siebie chwaliła), więc dlaczego mam nie fruwać :)
I jeszcze weekendzik i spotkanie z przyjaciółmi.
Ach... Cudnie jest cudnie :)



ps. Przepraszam Panią w Rejestracji, że Ją tak perfidnie oszukałam :D

2 komentarze:

  1. Aż chciałoby się zapytać:"kto mi dał skrzydła?"
    Powodzenia w kuracji:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ewo :)
    I za życzenia i za wizytę na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń