środa, 23 marca 2016

Radośnie :)

Jadę rowerem niezwykle ostrożnie, bo w foliowej torbie, z uchem na słowo daję, majtają się pudełka z trzydziestoma jajami od chłopazewsi, co to hoduje szczęśliwe kurki. Które srają, z przeproszeniem po podwórku chłopazewsi, gdzie popadnie, więc trzeba mieć oczy pod nogami. Aby nieszczęśliwie nie wdepnąć w kupkę szczęśliwych kur. Więc pomykam tym rowerem, rozkoszuję się słońcem, dzwoni telefon. Głupi mam nawyk - nie lubię nie odbierać telefonu. Ryzykując, że zaraz będę miała jajecznicę z 30 jaj na środku drogi, odbieram telefon. Mój Doktor Anioł z wiadomością, która miodem rozlewa się po moim sercu. Otóż NFZ dorzucił niespodziankę do mojego wielkanocnego koszyczka i dosłownie w 3 dni robocze rozpatrzył mój wniosek o leczenie. Zaczynam we wtorek :)

Jajka dowiezione do domu w całości. Uśmiech na mojej twarzy łod łucha do łucha. W sercu lekkość. Plany na piękny czas bez oznak choroby na mojej skórze. Ogrom pozytywnej energii. Życie jest piękne, taki mam dziś nastrój i nie dam sobie go zabrać, za nic!

Kruche ciasto na mazurki zagniecione. Zakwas na żurek nastawiony. Hiacynty białe zakwitły w uroczym wiadereczku. Po stole kicają zajączki i siedzi jeden baran. Porcelanowy, aby nie było, że może Mąż :) Jajka od szczęśliwych kurek czekają na kąpiel w cebulowych łupinach. I przebierają skorupkami, aby wskoczyć do koszyczka.

Nie zaciągam na noc rolety w kuchni, niech zagląda ciekawski księżyc. W pełni. Niech widzi moją radość. Przez całą noc!



1 komentarz:

  1. Cudownie, Agpelo!
    Życzę Ci, nie tylko z okazji Świąt, aby taka radość, pogoda i pokój w sercu nigdy Cię nie opuściły. Uściski!

    OdpowiedzUsuń