niedziela, 20 marca 2016

Wiosennie i nie tylko

Mam pierwsze krokusiki na rabatce widocznej z kuchennego okna. Żółte i fioletowe. Śliczne kępki i takie wiosenne. Bo ponoć wiosna dziś przydreptała. Ja tam jej nie widziałam, ale w sercu czuję, a to już coś. Cieszą oko te krokusy jak nie wiem co, więc aby móc bez zakłóceń się im przyglądać, umyłam okienko nad zlewem. Tym samym czas świątecznych porządków uważam za rozpoczęty i... zakończony. O nie, nie - na jednym okienku się nie zakończyło!
W trosce o własne samopoczucie, kręgosłup i czas, rozdzieliłam robotę na osoby cztery. Kota i psa pominęłam - ich działkę odrobił Pan Domu i Zwierzęciom w jednym. Nie wiadomo co się stało z myszami garażowymi, bo jakiś czas temu słuch po nich zaginął. Żadna też nie złapała się na mysią łapkę tortur. W każdym razie ani żywych, ani padniętych trupem nie ma.

Jędrek w sobotę rano wparował do kuchni w koronie z orszaku Trzech Króli.
- Czyżbyś sugerował synu, że jako król nie udzielasz się w sprzątaniu, czy święta ci się pomyliły?
- Nie. Sugeruję, że właśnie rozpocząłem sprzątanie i nie wiem gdzie tę koronę wsadzić. 


Rachu-ciachu i w połowę dnia po porządkach pozostała czysta i pachnąca chałupka oraz dwa wielkie worki śmieci - efekt eksploracji przez synów zakamarków własnych pokojów.
Jeszcze tylko stado kurczaczków, zajączków, baranków, jajeczek i bukietów żonkili i mamy świąteczny czas. Można bez wyrzutów sumienia oddać się lenistwu i robieniu co się komu chce i podoba.
Spacerów w poszukiwaniu wiosny nie uskuteczniamy, bo zimno, brrr!

Miniony tydzień przegalopowałam po gabinetach lekarskich, dałam sobie utoczyć z litr krwi do analiz wszelakich, napromieniować i... zmaltretować psychicznie wysłuchiwaniem strasznych opowieści chorujących ludzi, oczekujących przed kolejnymi gabinetami. Wyczerpujące. I takie... wysysające z energii, drążące duszę. Strzeż Boże i daj wszystkim zdrowie.
Chociaż  nie - zdarzyła się też opowieść edukacyjna. A snuł ją jeden starszy, ale nie tak staruszkowato starszy, sympatyczny i elegancki Pan.
- Proszę pani, bo okna to ja, proszę pani, myję, proszę pani, wodą, proszę pani, z mydłem, proszę pani, szarym, proszę pani. Rozpuszczam to mydło, proszę pani, w misce, proszę pani, tak macham ręką (pan demonstruje jak macha), proszę pani, aż się, proszę pani, pojawi piana. I wtedy, proszę pani, tym płynem, proszę pani, szoruję wszystko, proszę pani, jak leci, proszę pani, i ramę, proszę pani, i szyby, proszę pani, no a potem, proszę pani, to już normalnie, wie pani, proszę pani, psikaczem. Bardzo polecam, proszę pani.
:)
Mnie zaś trzyma wciąż w optymizmie szansa na ponowne leczenie, odpoczynek od trudu choroby. W piątek ostatecznie Pan Doktor wprowadził wszystkie moje dane i badania do systemu i oczekuję na wynik obrad Szanownej Komisji Kwalifikującej.


4 komentarze:

  1. Trzymam kciuki, Agnieszko! Cieszę się, że myszki przetrwały w dobrym zdrowiu, nie wiem, co im powiedziałaś czy naszeptałaś, ważne, że obyło się bez ofiar :)
    A wiosna już zagląda mi przez ramię i leniwie się przeciągając, zapewnia, że to już naprawdę jej czas... Dziś widziałam klucz dzikich gęsi przelatujący nad centrum Lublina, a na moim osiedlu zawitały rybitwy! To wiosenny telegram z tekstem: "Przyjeżdżam!"
    Pozdrawiam Cię bardzo ciepło :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moniko nad moim domem też kursują gęsi, ale ja zawsze z utęsknieniem wyczekuję przylotu "naszych" bocianów, które mają gniazdo dwa-trzy domy od nas :)
    Pozdrawiam niezmiennie ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby wszystko było po Twojej myśli. Wysyłam Cie wiele pozytywnej energii. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  4. krokusy bardzo lubię, zapowiadają wiosnę, tyle że ta w tym roku coś się opóźnia. Więcej jej w sercu niż za oknem...
    Opis, proszę pani, mycia okien, przez starszego pana, proszę pani, rozbawił mnie cudnie :)
    serdeczności dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń