piątek, 15 kwietnia 2016

Fajnie jest, czyli rozmyślania przy pisaniu raportu

Dzielnie tworzę ten raport ewaluacyjny (tfu tfu). Zawiesiłam na haczyku retoryczne pytania a po jaką to to cholerę, po kiego diabła, nacopoco, i piszę. Odrywa mnie od tego pisania i w domu, i w pracy multum rzeczy ważnych albo błahych. Każdy pretekst jest dobry.
Na przykład odkrycie, że rodzinka kosów założyła gniazdo w jednej z lęgowych budek na olchach. I pan lub pani kos przy okazji wicia swego Gie-1 porządkują mi warzywnik – bo zbierają z niego zawieruszone suche źdźbła traw i drobne gałązki olszyny. A jak cudnie te kosy świergolą! Cały arsenał ptasich treli.
Albo kwitnące tulipany - szczególnie nowo posadzone jesienią wzbudzają mój zachwyt. Dlaczego, ach dlaczego nie mogą być one w rozkwicie przez cały rok? Ich piękno jest takie ulotne... I na bzie pełno pąków, i młode owocowe drzewka zsypane kwieciem.
W pracy natomiast tłumy wszystkich, którzy coś chcą. Ale trwam w postanowieniu, że w ten łykend, choćby nie wiem co, raport skończę i już, nie będzie mnie jego widmo straszyło, i nie będzie wisiał nade mną, nie będzie przyduszał, podlec jeden.
Za tydzień wyjeżdżamy na coroczne, krótkie spotkanie ze znajomymi, czekam z utęsknieniem na ten czas. Plany na majówkę poczynione – będzie u nas garden party z grillem i ognichem na łącznie 10 osób. Plus jakieś dzieciory, ale damy radę.
Mniszek się w trawie żółci - wcześnie w tym roku, prawda?
Migdałek w różowych pączkach, a u sąsiadów oszałamiają widokiem magnolie.
I już, już  nieśmiało w cieplejsze wieczorki odzywają się żabki.
Pora wywiesić hamak.
Strasznie fajny czas, strasznie :)
(Pomimo raportu, ekhem, ekhem)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz