czwartek, 14 kwietnia 2016

Ludzie bywaję "wredne", niestety

Nie ja pierwsza odkrywam, że najlepsze riposty przychodzą człowiekowi po czasie. Chociaż nie powiem, czasami udaje mi się być błyskotliwą i bystrą na czas, ale zazwyczaj jest tak, że najlepsze kontry, trafione w punkt i wycyzelowane, przychodzą po jakiejś chwili. Kiedy przetrawię temat i wymyślę scenariusz zapięty na ostatnie słowo pięknej i najlepiej kąśliwej puenty.

Inna sprawa, że człowiek często pozostaje z rozdziawioną gębą, totalnie zatkany, zwykle wówczas, kiedy staje do konfrontacji z kimś, po kim się nie spodziewa uderzenia. No więc tak się mnie ostatnio zdarzyło, że walnęła słowem, niczym przysłowiowym obuchem, „znajoma” z pracy. I celowo używam słowa „znajoma”, a nie „koleżanka”.

Natenczas
mnie zatkało, ale już 15 minut później... ooo!!! To ja miałam taką mowę, że najlepsza palestra tego świata się chowa.
Ale ja to jeszcze wykorzystam, ja jeszcze znajdę sposób, by w odpowiednim momencie, by wypalić, by się odgryźć, już ja znajdę ten moment, już ja pokażę!!! – mamrotałam pod nosem wracając do domu przez wiosenny park, obsiany żółtym kwieciem.

- A ty co tak się dziwisz – dziwi się Marko – przecież akurat ta osoba tak ma. Widocznie zapomniałaś na co ją stać.

Właśnie – ZAPOMNIAŁAM. Ale zrobiła wszystko, aby mi przypomnieć. No i poszło w pi...u (kto oglądał "Kiler-ów 2-ch", ten wie w co, za co z góry przepraszam) – cała moja usilna praca nad sobą, aby nie być pamiętliwą, aby nie spalać się rzeczami i sprawami, na które nie mam wpływu. Poszło!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz