wtorek, 12 kwietnia 2016

Raport błeee

Okrutnie nie lubię durnowatej roboty papierkowej, a z całym szacunkiem, ale niektóre wymyślanki ministerialne doprowadzają mnie do bezsilnej rozpaczy. Słowa „ewaluacja” po prostu NIENAWIDZĘ i nikt mnie nie przekona, że TO ma sens. Nie ma i już. A mówię na podstawie własnych doświadczeń i wiem, że nie powinnam tego pisać publicznie, w myśl zasady „nie robić we własne gniazdo”, ale zdania nie zmienię. Ewaluacja zabiera mi czas na produkowanie idiotycznych raportów. A wcześniej tony ankiet, analiz i te pe i te de. Jedyny plus to taki, że jako humanistka rzadko mająca do czynienia z matematyką (ogarniająca tylko wpływy i wypływy z konta), mogę sobie przypomnieć całą zabawę z procentami. I nie mam na myśli tych wyskokowych procentów, tylko bezdusznych, tych od statystki. Nie potrafię też zadziałać jak niektóre znane mi osoby, które sprawę załatwiają „kopiuj-wklej”, i dlatego się męczę. Najpierw wszystko odsuwam na sławetny róg biureczka rzeczy odkładanych na potem, a kiedy to „potem” nadejdzie, to zarywam noce, czas wolny – bo nie ma przeproś, raport być musi, wnioski być muszą, rekomendacje – a jakże! Potem i tak tego nikt nie słucha podczas prezentacji, nie wspomnę o wprowadzaniu w życie tak zwanych „rekomendacji”.

No to się mi zawodowo ulało, mogę iść.

Pisać raport! Wrr......................

1 komentarz:

  1. Ha, ha :) Byłam w szkole kiedyś liderem zespołu do spraw ewaluacji, to wiem, co piszesz. Większej głupoty to w edukacji wymyślić nie mogli. Powodzenia. Nie daj się papierom. :) :)

    OdpowiedzUsuń