niedziela, 10 kwietnia 2016

W teatrze

W poprzedni weekend, zanim jeszcze zmogła mnie choroba, pojechali my się z Mareckim ukulturalniać do miasta prowincjonalnego, które pomimo, że prowincjonalne posiada teatr. Na deskach tegoż teatru, może i nie ma aktorów z topowych seriali, obłożonych reklamami na potencję, wzdęcia, porost włosów, depilację włosów i banków wszelakich, ale to nie znaczy, że ci co tam grają pozbawieni są talentów i umiejętności. Inna sprawa, że sztuka „Szalone nożyczki” to niemalże samograj. Wspaniała zabawa dla publiczności, która w pewnym momencie spektaklu aktywnie uczestniczy w akcji, decyduje też o zakończeniu głównego wątku! Bardzo polecam, nie tylko „Szalone nożyczki” wystawiane na scenie Teatru Powszechnego w Radomiu, ale gdziekolwiek i przez kogokolwiek są grane. Dwie godziny doskonałej zabawy. Plus błyskotliwy Jacek Łuczak w roli Tonia Wziętego, co chwilę wtrącający teksty będące komentarzem do aktualnych wydarzeń, popularnych w mediach, czy mówiący językiem znanych reklam („brawo ty”) – kiedy my oglądaliśmy sztukę, na topie były kwestie: „wyrok, o ile zdążą go wydrukować”, „stadnina koni z padłymi końmi pani Watts”, i pocałunek homoseksualny z jakiegoś serialu polskiego – tu akurat nie załapałam, bo nie oglądam, ale widownia ryczała ze śmiechu, klaskała łapkami i tupała nóżkami. Uwielbiam teatr, uwielbiam!!! Szkoda, że bywam tak rzadko…

Tymczasem nawiedzają nas wiosenne deszcze. I dobrze, bo wiosną ciepły deszcz powoduje, że wszystko bucha zielenią i barwami. W tym roku jakoś tak szybciej się dzieje. Na rabatach kwitną hiacynty, żonkile, a nawet pierwsze tulipany. Dosadziliśmy kilka uroczo ukształtowanych w kulki iglaków. Na horyzoncie z jednej i drugiej strony domu nie tylko się zieleni, ale też bieli – stadnie kwitną dzikie drzewa owocowe. Kasztany do matury, to zdążą nie tylko zakwitnąć, ale przekwitnąć. Ciepła zima robi swoje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz