poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wróciły!

Akcja „podaj dalej” ruszyła u nas w domu w niedzielę wielkanocną. Najpierw zaczął kichać i smarkać Michał, potem Jędrek, kilka dni temu dorwało Marka, no i oczywiście ja jak zwykle na końcu kolejki. Ponieważ od jakiegoś czasu mam zasadę nie galopowania do roboty ze stanem niemalże agonalnym, rano wykonałam tel. do szefa, że gdyż ponieważ i dlatego idę na zwolnienie. Teraz odgradzam się od świata laptopem do zadań rozrywkowych (żadnych zaległych spraw służbowych nie tykam), pudełkiem chusteczek higienicznych, herbatą z imbirem, książkami (a mam kilka – i czytadła, i bardziej wzniosłe) i nie ma mnie, nie ma przez chociaż jeden dzień. A jutro pomyślę co dalej.
Wyściubiłam na chwilkę nosa przed dom, tylko po to, aby naocznie przekonać się, że Marko wczoraj wieczorem nie kłamał:
- Słuchaj, bociany nasze przyleciały.
Uf! A naprawdę już byłam bliska najgorszych myśli… Ale są! Są bidulki wymęczone po podróży. Jeden sterczy na lewej nodze i chyba dusi komara, bo łeb z dziobem czerwonym ma zwieszony po same kościste, bocianie kolanka. A drugi – mniemam, że facet, biega po pastwisku i znosi gałązki. Nie ma więc już odwrotu – wiosna przyszła i żadna zima, kwiecień plecień, ani tym bardziej majowa Zośka jej nie przegnają.

2 komentarze:

  1. A u nas żurawie. Trochę matrwię się o starego znajomego bociana, co się żywi ł na naszej łące. Jeszcze go nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może Dorotko potrzebuje troszkę więcej czasu - mam nadzieję, że wróci i ten twój :)

    OdpowiedzUsuń