sobota, 14 maja 2016

Bardzo Ważne Coś

Bycie pracownikiem z jakimś tam stażem pracy, z bagażem sukcesików, ale i porażek, z których jednakże potrafiło się wyciągnąć konstruktywne wnioski, ma plusy. Otóż w sobotę wieczorem jest ważne służbowe COŚ. Zwykle na takich Ważnych Służbowych Cosiach bywam, ale tym razem nie pasuje mi i już. Głównie dlatego, że Ważne Coś rozpoczyna się o godz. 20.00, a ja pracuję tego dnia od 7.00 do 19.00 (w sobotę!). Po 19.00 zaś zaplanowałam uszczknąć kawałek zapracowanego łykendu dla siebie, Marka i przyjaciół, i...
- Przepraszam Szefie, ale mnie nie będzie, nie mogę.
I Szef nawet nie mrugnął krzywo oczkiem, nic, a nic, bo dobrze wie, że moja cegiełka, za którą byłam odpowiedzialna w Służbowym Ważnym Cosiu, została przeze mnie doskonale zakotwiczona w murze, który tworzy całe Ważne Coś i moja obecność nie jest niezbędna.
No chyba, że jednakże mi się zdaje ;) Choć nie sądzę.
A poza tym – akurat chwilowo mało mnie to obchodzi. Wieczór spędzę na Bardzo Ważnym Grillu u znajomych, i jedyne moje zmartwienie to pogoda. Bo wiosna śliczna, ale kapryśna, w dodatku teraz to już chyba ogrodnicy dają o sobie znać i leją z pochmurnego nieba zimną wodą!

2 komentarze:

  1. Mam nadzieję,że dobrze się bawiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choć lało jak diabli od czego są piekarniki z grillem i zadaszone tarasy ;)

    OdpowiedzUsuń