środa, 3 sierpnia 2016

Biało-niebiesko w Byala – Bułgaria (част трета)

Na nasz letni wypoczynek wybraliśmy świadomie (po zasięgnięciu języka u tych znajomych, co Bułgarię odwiedzają) niewielką miejscowość Byala (Biała, bułg. Бяла), oddaloną zaledwie 5 km od turystycznego kurortu Obzor, położoną w połowie wybrzeża, mniej więcej w połowie drogi między Varną, a Burgas. W miasteczku króluje szeroka ulica Chernomorka, która prowadzi na główną plażę, i przy której mieści się właściwie gros miejscowych lokali, sklepów i straganów. Fajnie się nią spaceruje w stronę morza (bo z górki), gorzej wraca (bo pod górkę ). Ale szybko dopatrzyliśmy w tym plusów – gratisowe spalanie kalorii i robienie miejsca na wieczorne kosztowanie lokalnych smakołyków.

Lubimy klimaty małomiasteczkowe, gdzie dni toczą się niespiesznie, nie dudnią dyskoteki, a straganów (z niestety najczęściej pseudo-pamiątkami) jest nie za dużo – w sam raz, aby zawiesić oko w drodze z plaży lub kupić ciekawy magnes na lodówkę. I turystów też w ilości przyzwoitej. Głównie rodzin. Głównie Rosjan, tadaaam. I Bułgarów.

Minęły też czasy, kiedy braliśmy plecak na plecy i ruszaliśmy na wakacje, śpiąc w górach w stodołach gospodarzy przyjaznych turystom, tudzież kempingach z wychodkiem kilometr het, pod lasem. Teraz jesteśmy wygodni i co zrobisz… Tarasik tu, tarasik tam, widoczek na morze, klima, zmywareczka, łazieneczka z pudełeczka i pani pokojowa w pakiecie. Z drugiej strony nie lubimy ograniczeń typu: a teraz proszę wycieczki schodzimy z plaży i pędzimy na obiadek. Wynajęliśmy wygodny dla nas apartament, z widokiem na morze, którym mogliśmy napawać się każdego ranka i wieczorami. Śniadania jedliśmy w swoim tymczasowym, wakacyjnym domu, na plażę zabieraliśmy głównie owoce lub sałatki (szopska, a jak mogłoby być inaczej). Na styl południowy, późnym popołudniem graniczącym z wczesnym wieczorem, jedliśmy obiad, testując miejscowe knajpy.

Plaża w Byala jest urozmaicona. Piękna i piaszczysta, długa, choć stosunkowo wąska rozciąga się między dwoma zjawiskowymi, skalistymi klifami. Białe Skały (bo tak nazywa się ten rezerwat przyrody) wyglądają jakby były pocięte w poprzek gigantycznym nożem. Brzeg u podnóża klifu jest porwany i kamienisty. Białe skały, wysokie na jakieś 10 metrów, zwisające nad samym morzem, tworzą w kontraście z błękitnym niebem i lazurowym morzem niepowtarzalny widok. Uwielbiałam tutaj spacerować i zbierać muszle, małe, dziurawe kamyki, zdarzało mi się spotkać takie cuda jak wędrujące kraby lub… leżakujący amatorzy opalania toples ;)





U podnóża skał, w zagłębieniach można było wybierać glinkę białą – kopalnię składników dobroczynnych dla skóry. Skrupulatnie korzystałam z tego naturalnego i gratisowego SPA. Nakładałam szarą, wilgotną maź na całe ciało, po dwudziestu minutach, kiedy zaschła i zrobiła się szara, wskakiwałam do morza, aby wszystko zmyć. Skóra po takich zabiegach była gładka i bardzo przyjemna w dotyku.


W Białej warto wybrać się na spacer (z górki – powrót pod górkę, he he) do skansenu-twierdzy na Przylądku św. Atanasa. Jest to wykopalisko archeologiczne, które zawiera starożytną ekspozycję, pochodzącą z okresu historycznego pomiędzy VI wiekiem przed naszą erą , a VII wiekiem n.e.
Na terenie tym odkopano domy i magazyny, tawerny i urządzenia do produkcji wina (i mnóstwo, mnóstwo olbrzymich amfor), a także pozostałości po świątyni wczesnochrześcijańskiej z unikalnym marmurowym ołtarzem, który mieści się na skraju klifu. Widok zapierający dech – na morze, Białą i pobliski Obzor.




Bardzo nam to miasteczko przypadło do gustu. Spokojne, kameralne, tak dalekie od wszechobecnej komercji, z dziwnymi rzeźbami pobudzającymi wyobraźnię, rozstawionymi w różnych miejscach na skwerach i placach.




Wieczorami ponownie chodziliśmy na plażę (tak, tak z górki, a powrót znowu pod górkę), kąpaliśmy się w bardzo ciepłym morzu, przesiadywaliśmy w miniaturowym, drewnianym pawilonie, który za dnia oferował masaże relaksacyjne...



(cdn)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz