czwartek, 4 sierpnia 2016

Co by tu dobrego zjeść – Bułgaria (четвъртият част)

Nasze podniebienia w Byala szczególnie upodobały sobie Bistro Kosharata – bardzo dobre jedzenie kuchni bułgarskiej, serwowane w nietuzinkowy sposób w oryginalnych naczyniach, z doskonałą obsługą. Choć smakowało nam też jedzonko w bistro Rybkata, Vodenitsata, Kotvata, Kiparis, Oreha, to jednak Kosharatę stawiamy na pierwszym miejscu w tej niewielkiej miejscowości.




Restauracje na wybrzeżu czarnomorskim generalnie rezydują na świeżym powietrzu, oczywiście w większości są zadaszone. Każde miejsce, które odwiedzaliśmy posiadało kuchnię na zewnątrz – wielkie, tradycyjne piece, w których królował jak mniemam szefo! Można było podpatrzeć jak powstają nasze dania – oczywiście te gorące. Chyba nie było dnia, abym nie zamawiała szopskiej. Każdorazowo była doskonała! Bułgarski ser biały sirene (ziarnisty, lekko słonawy, o różnym stopniu kwasowości, podobny do greckiej fety, choć to określenie mocno na wyrost), decydujący o smaku szopskiej, nie ma sobie równych. Domyślam się, że Bułgarzy mieszkający poza granicami swojego kraju, muszą tęsknić za nim, niczym Polacy za polskim chlebem, czy ogórkiem kiszonym.

 Rożne odsłony szopskiej :)
 A to owciarska:

Z dań, którymi się zajadaliśmy szczególnie polecamy:
Oczywiście sałatkę szopską lub jej bogatszą wersję – owciarską (овчарска салата), która oprócz podstawowych składników szopskiej zawiera szynkę drobiową i jajko).
Banicę z sirene albo z czosnkiem – pychota pieczywo, z pieca, mmmniam.
Tarator – bułgarski chłodnik ze świeżych ogórków, którego po prostu trzeba spróbować.

Tarator - chłodnik bułgarski
Kawarmę – mięso duszone w dużej ilości cebuli, w sosie z pomidorów i papryki. Ogólnie wszystkie dania mięsne – czy to wołowina (teleshko meso), kurczak (pileszki), jagnięcina (agneszko, hyhy) są bardzo dobrze przygotowywane, dobrze doprawione, intensywne w smaku, często zapiekane z warzywami.

Kawarma...
...i inne mięsa serwowane w Bułgarii:


Sacz - czyli mieszanka różnych mięs i warzyw z ognia - zdecydowanie nasz mięsny faworyt w Bułgarii, podawany bardzo oryginalnie na patelni (z nóżkami), w której składniki były zapiekane.

A oto i sacz w swej całej okazałej okazałości
Caca (sprat – malusie lub scad – ciut większe), czyli takie malusie, tycie, tyciunie rybeczki potraktowane jak frytki - mega pyszne (szczególnie jako przekąska do piwka) i podejrzewam, że mega niezdrowe i tuczące, ale cóż, Chernomorką się kursowało w górę, w dół, to i się spaliło.


Caca...
...za ładnie nie wygląda, ale smakuje!
Czuszki – czyli pieczone słodkie papryki w różnych konfiguracjach, mnie najbardziej smakowała pieczona czuszka w sosie pomidorowym, ach… ten smak!!!

Czuszki w pomidorach, posypane serem sirene

W niemalże każdej restauracji można zjeść dobrą pizzę – pieczoną w piecu, nie jakieś mikrofalowe mrożonki. Jędrek, który jest mięsożercą, zachwalał wszelkie mięsa z grilla, w tym ponoć obłędne żeberka (ребрата). I oczywiście koniecznie trzeba posmakować - jak to w nadmorskiej miejscowości - ryb.
Ulicami rozchodził się słodki, błogi zapach poniczków – maleńkich pączko-oponków, pieczonych w głębokim tłuszczu tuż przed wydaniem klientowi, polewanych dowolnym sosem. Kalorie biły po oczach, skosztowałam tylko jednego, wyrzuty sumienia miałam z pół dnia.

Pita prosto z pieca
Pizza
Pizza :)
Poniczki z sosem truskawkowym
Z piw polecamy Kamenicę i Zagorkę. Białe wino wytrawne (sucho wino) oczywiście też, chociaż przyznam, że jakoś nadmorski klimat do tego trunku – o dziwo! – nie służył mi. Nie kosztowaliśmy też mocniejszej, typowej dla całych Bałkanów rakii, ale przywieźliśmy spore zapasy do domowego barku i dla znajomych w prezencie.


Komunikacja z przesympatycznymi skądinąd kelnerami, to oddzielna historia! Z angielskim tak sobie, rosyjski jako tako, w karcie cyrylica, a angielskie wersje menu jakoś nie rozwiązują sytuacji . Niby w karcie można pokazywać tymi palcyma, co klient se życzy, a i tak można być zrozumianym na opak. Ja na przykład raz zamiast kalmarów dostałam michę mule.
Innym razem, na zakończenie kolacji, Marko rzekł:
- The bill, please.
- Beer? – usłyszała pani.
- Yes, bill – potwierdził Marek, który po igraszkach w morskich falach był lekko przygłuchy. No i dostał kolejną szklanicę naliwna bira, czyli piwko z beczki. Nie żeby był z tego powodu zasmucony, ale bezpieczniej prosić po prostu o smetkatę – po bułgarsku i już.

Niestety Bułgarzy mają, moim zdaniem, nie najlepszą wędlinę i chleb (oprócz wypiekanej na świeżo banicy czy pity). Nadrabiają za to serami i warzywami. Każdego ranka schodziłam na niewielki stragan, tuż obok naszego pensjonatu i z przyjemnością wybierałam pachnące papryki, pomidory, jasne cukinie, bakłażany i wspaniałe owoce (czereśnie ach i och).

Oczywiście są to moje spostrzeżenia poczynione w krótkim, bo tylko dwutygodniowym czasie, w niewielkiej miejscowości, być może w innych miejscach jest inaczej. W każdym razie warto próbować miejscowej kuchni! Nawet kosztem tych nieszczęsnych kalorii ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz