środa, 10 sierpnia 2016

Ruszamy z plaży 2 – Bułgaria (част седма)

Sierpień pachnie inaczej... A dzisiaj dodatkowo deszcz od rana, niebo zasnute chmurami. Zimno. Po raz pierwszy od tygodni musiałam założyć kurteczkę, gdy jechałam na targ po warzywa i owoce. Lato powoli starzeje się. A ja wciąż myślami na wakacjach… Zaparzam kubek kawy, uzupełniam spienionym mlekiem i snuję ostatnią część moich czarnomorskich wspomnień…

Nessebar
Można spotkać się z różną nazwą tego miasta – Nesebyr (bułg. Несебър Nesebǎr), Nesebar, a także starożytnymi: Menabria i Mesambria – zresztą do tej pory widnieją obok nazwy współczesnej na tablicach kierujących na półwysep.
 Miasteczko leży nieopodal Słonecznego Brzegu, na półwyspie połączonym z lądem wąskim przesmykiem. Wjazdu na półwysep strzegą: po prawej stronie XVIII-wieczny, drewniany młyn, a po lewej postument ze św. Mikołajem, który jest patronem tutejszych rybaków.

Zagęszczenie turystów na metr kwadratowy ociera się o granice bezpieczeństwa na imprezach masowych, ale to i tak nie odbiera uroku temu miejscu. Zresztą jeśli cierpliwie się spaceruje, uda się zawieruszyć w ciche zakątki. Klimatem i zabudową czasami przypominało nam nasz swojski Kazimierz nad Wisłą.


Po pokonaniu grobli łączącej półwysep z lądem, wkraczamy w labirynt wąskich i krętych uliczek, brukowanych kocimi łbami, miniaturowych ogródków okraszonych kolorowymi kwiatami, niewielkich placyków, których przestrzeń najczęściej zajmują knajpki, tawerny i oczywiście kramy. Mnóstwo, mnóstwo i jeszcze raz mnóstwo kramów, kramików i straganików, na których, o dziwo, można wypatrzeć ciekawe i oryginalne pamiątki, w tym wyroby rękodzielnicze.

 

Na specyficzny pejzaż miasteczka wpływają charakterystyczne w swej konstrukcji stare, piętrowe domy kupców: z kamiennym parterem i drewnianym, nadbudowanym piętrem, nieznacznie nadwieszonym nad ulicą.


Klimat miasta tworzą także pozostałości licznych (podobno ponad 40!) budowli sakralnych. Zrozumiałe jest to, że lata świetności mają wieki temu za sobą, ale i tak są nadal piękne i efektowne, choć nierzadko to tylko ruiny... Chyba największe wrażenie robi Kościół Chrystusa Pantokratora – najlepiej zachowany do czasów współczesnych, zbudowany na przemian z kamienia i kolorowej cegły, zdobiony ceramiką, dekoracyjnymi gzymsami. Przykuwa uwagę bogactwem zewnętrznych zdobień architektonicznych i swoimi barwami wyczarowanymi z naturalnych materiałów budowlanych.



Naprawdę nie dziwi fakt, że miasteczko określane jest mianem perełki architektonicznej i nie bez powodu znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.


Plaża w starej części Nessebaru jest właściwie symboliczna i bardzo ciekawa – pokryta w całości drobinkami muszelek. Woda na nadbrzeżu nieprawdopodobnie przejrzysta. Kiedy spacerowaliśmy wzdłuż morskiego brzegu, do którego bezpośrednio przylega zabudowa miasta, nad przeciwlegle położonym Słonecznym Brzegiem zachmurzyło się i spadł deszcz. Wówczas na niebie pojawiła się tęcza, czyniąc nadmorski pejzaż prawdziwą bajkową pocztówką.


Nessebar okazał się dla nas dobrym punktem spotkań ze znajomymi.
Wspólną kawę w zacisznej kawiarni, wypiliśmy z Agą i Sławkiem, którzy w podobnym co my czasie podróżowali z dwójką dzieci, zwiedzając Rumunię i czarnomorskie wybrzeże. Szczególnie interesowały nas ich wrażenia z Drogi Transfogaraskiej w Rumunii. Pierwotnie i my chcieliśmy ją pokonać, ale ostatecznie plany zmieniliśmy, wybierając trasę przez Serbię. Kto wie – może następnym razem... Fotografie pokazane przez Agę i Sławka zachwycały. Przemiły, choć króciutki czas. Fajnie jest tysiące kilometrów od Polski umówić się ze znajomymi, choćby tylko na kawę.
Obiad z kolei zjedliśmy z Marzeną i Grzesiem, którzy dojechali do nas z pobliskiego Sveti Vlas. Wybraliśmy pięknie położoną tawernę na samym klifie. Doborowe towarzystwo, morze prawie pod nosem, dobre jedzonko przed nosem – czego chcieć więcej?
Zagęszczony zabytkowymi budowlami i gwarem turystów Nessebar to miasteczko, którego nie sposób zapomnieć. Warto je wpisać w plan bułgarskich wakacji.

Aqua Paradise
Park wodny Aqua Paradise nieopodal Nessebaru odwiedziliśmy właściwie za namową chłopaków. Ja, z racji swojej choroby, nigdy nie przepadałam za takimi miejscami. Zresztą i tak nie mogłabym korzystać – na wielu basenach istnieje zakaz wstępu dla osób z chorobami skóry, pomimo tego, że łuszczyca, na którą choruję, nie jest zaraźliwa. Ale tam! i tak bym nie poszła, bo sama rozumiem, że to nie jest ani estetyczne dla innych, ani komfortowe dla mnie samej.


Teraz była okazja – po chorobie ani śladu, bajecznie zaaranżowane miejsce naszpikowane wodnymi cudami-wiankami po prostu kusiło. Ostatni raz w czymś w rodzaju aquaparku byłam z 16 lat temu w Mikołajkach w Gołębiewskim. Takie więc było moje wyobrażenie – kilka niewielkich zjeżdżalni/rur, kilkuosobowe jacuzzi, basenik i już. Początkowo trochę przerażała mnie cena – 38 lewa za jeden bilet wstępu (około 90 zł) – razy cztery osoby… i robi się okrągła sumka. Ale w aquaparku spędziliśmy cały dzień – co w rozbiciu na godziny, a nade wszystko w kontekście niesamowitych atrakcji jakie ten ogromny wodny plac zabaw oferuje, nie jest już ceną z kosmosu.


Choć nie lubię przebywać w tłumie, nie znoszę zgiełku, głośnej disco-muzyki, estradowych pokazów interaktywnych i nie jestem poszukiwaczką atrakcji z adrenaliną w roli głównej, tutaj uległam specyfice miejsca i o dziwo, bardzo, bardzo mi się podobało! Nie skorzystałam ze wszystkich zjeżdżalni (na pionowe, tak zwane tsunami, na którym szalała męska część mojej rodziny, nawet nie mogłam patrzeć), ale nie oznacza to, że siedziałam tylko w jacuzzi (które zresztą tutaj było sporym basenem z kilkunastoma punktami przeróżnych bąbelków). W Aquaparku szybko można zorientować się co gdzie jest. Zjeżdżalnie oznakowane są stopniem trudności, na wielu wymagane są pontony lub maty. Bezpieczeństwa pilnuje naprawdę duża grupa ratowników.
Polecam zarówno fanom wodnych igraszek, jak i sceptykom, takim jak ja – zawsze warto spróbować czegoś innego.


1 komentarz:

  1. Przymierzam się do wakacji w Bułgarii od lat. Jakoś pozostaje na przymiarkach. Dzięki Tobie poznaję i coraz bardziej sie przekonuję.Miasteo naprawdę śliczne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń