środa, 7 września 2016

Mówcie mi zegarynka

Bardzo ważny służbowy wyjazd.
BARDZO.
WAŻNY.
Mam stawić się w pracy punkt 6 zero_zero.
Dzień wcześniej kładę się do łóżka o 21, aby się wyspać i rankiem błyszczeć okiem wyspanym. Zegarek nastawiam na za dziesięć piąta. Przed snem chwilę czytam. I przestawiam zegarek – wstanę jednak 10 minut wcześniej. Czyli za dwadzieścia piąta. Będę miała więcej czasu na zrobienie się na bustffo. Szczególnie fryz po ostatniej wizycie u fryzjerki spędza mi sen z powiek.
Rankiem budzę się rześka. Mam dużo czasu. Spokojnie ścielę łóżko. Myję głowę, fryz będę modelowała za chwilkę. Najpierw sypię karmę do michy kota, gotuję sobie owsiankę na śniadanko. Powolnym krokiem (no bo przecież mam DUŻO czasu) schodzę do ogródka zerwać świeżą rukolę i bazylię do kanapek na podróż. I jeszcze kilka malin do mojej śniadaniowej owsianki.
Ubranko naszykowałam wczoraj. Założę, gdy wyfryzuję fryz. I zrobię oko.
Nagle w korytarzu pojawia się Jędrek, który zwykle wstaje tuż przed szóstą.
- A co ty synu tak wcześnie? Dopiero piąta dochodzi.
Syn patrzy na mnie jak na kosmitkę.
- Jaka piąta? Szósta.
- JAKA SZÓSTA????????????? – jaka szósta jak według mojego zegarka jest piąta!!! PIĄTA! Za godzinę mam być w pracy, za godzinę!!! Za godzinę, a nie JUŻ!
Ooomatko!
Pędzę od zegarka do zegarka. Na każdym jest SZÓSTA!!!!!!!!!!!!
Dostaję delirki.
- Mamo, telefon twój dzwoni – rzecze rozbudzony Syn.
- Agnieszko co z tobą? Zaraz ruszamy – rzecze szef.
- Oboszoboszoboszsz……….. oboszzzzz…
- Dobra, za 10 minut jesteśmy pod twoim domem – ogarnia szef sytuację.
W ciągu dziesięciu minut zdążyłam się ubrać i zrobić oko. Fryz odpuściłam. Cały dzień podczas BARDZO ważnego wyjazdu służbowego, chodziłam z kupą siana, w którą walnął pierun.
W sumie nic się nie stało. Opóźnienia mieliśmy tylko z 15 minut, ale… nie wiedzieć czemu, dla wszystkich stałam się ekspertem od „która godzina?”
- Aga, która godzina? – to był tekst tego mega ważnego służbowego wyjazdu.
Nie wiem, jakim cudem, nastawiłam budzenie na 5.40, a nie na planowaną 4.40?
I jeszcze żebym zaspała! Ale nie! Sama sobie zgotowałam ten los ;)

1 komentarz: