poniedziałek, 12 września 2016

Znowu te kajaki, czyli czytaj wodę!

Takiego pięknego, letniego września nie wolno marnować. Dlatego kiedy zadzwonił JaJacek z propozycją:
- Aga, płyniecie z nami na kajaki? – bez chwili zastanowienia powiedzieliśmy:
- Jasne, że TAK! – i pal licho, że to już trzeci spływ w tym roku, płyniemy, a co tam!
Tym razem w mniejszym, kameralnym gronie zaprzyjaźnionych osób. A ubaw był po pachy głównie za sprawą Anny i Tomasza, którzy to wiosła mieli pierwszy raz w życiu w rękach. Mocno przejęci, w obowiązkowych kapokach, najchętniej płynęli w duecie z nami. Połowę trasy płynęłam więc z Marko, połowę z Andzią. Połowę się opalałam i generalnie ozdabiałam kajak, a drugą połowę robiłam za sternika, bo niby ja bardziej doświadczona w kajakowaniu niż Ania. Przy czym „niby” jest tu słowem kluczowym.
- Ojej konar przed nami! Konar! To którym wiosłem mamy wachlować, aby na niego nie wpaść? -
- Obserwuj nurt, czytaj wodę, czytaj wodę! – nawoływał do mnie i Andzi JaJacek.
- A teraz zakręt, to którym wiosłem machać, no którym?
- Czytaj wodę! Czytaj wodę! – ewidentnie JaJacek miał ambicje nas wyedukować w kajakarstwie rzecznym.
Jakoś z Andzią dopłynęłyśmy. Czasami zygzakiem, bo czytanie wody szło nam różnie. A gdy była przed nami mielizna, Ania mówiła:
- Znając nasze szczęście zaraz na niej wylądujemy – i słowo się rzekło, kajak grzązł na piaseczku. Oj wesoło było jak zawsze, baaardzo.
Kiedy już szczęśliwie wszyscy dotarliśmy na metę, rozpaliliśmy nad brzegiem rzeki ognisko. Wcinając pieczoną kiełbaskę i ziemniaczki, dyskutowaliśmy sobie o zdrowym odżywianiu i ćwiczeniach kształtujących sylwetkę. Wśród nowo poznanych osób, była bowiem prawdziwna instruktorka fitness i kilka zakręconych na zdrową dietę dziewczyn. Po zeżarciu kiełbasek trenowałyśmy „deskę” na trawie, panowie mieli ubaw, a my uspokojone sumienie, że kiełbaskę co prawda zjadłyśmy, ale zaraz ją przecież spaliłyśmy  ;)
I tak pożegnaliśmy „naszą” rzekę na cały rok. Kolejny spływ już wiosną!




3 komentarze:

  1. Cudnie piszesz:) i ten Twój nick... Jakbym już się na niego natknęła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Emilko za wizytę na blogu i miłe słowa :) Pod nickiem agpela funkcjonuję od początku mojej internetowej "aktywności" - najpierw jako forumowiczka i moderator na forum psoriasis, później jako blogerka :)

    OdpowiedzUsuń