niedziela, 2 października 2016

Różne takie tam, czyli o pogodzie, drodze i filmie. Między innymi.

U nas jest bardzo sucho. Deszczu nie było chyba ze 4 tygodnie. Ziemia pachnie suszą. Ledwo mogłam wkopać cebule wiosennych kwiatów, tak ubita gleba. Trawa w miejscach nasłonecznionych przypomina kolorem siano. W zamian tego mamy piękne, słoneczne dni, ciepłe wieczory. Chociaż z tego co zapowiadają pogodynki, w najbliższych dniach ma się to zmienić. Wciąż kwitną kwiaty w ogródku. Ścinam je co jakiś czas i znoszę bukietami do domu. Kolorowo wokół, bo czerwieni się sumak i żółcą wiązy i orzechy włoskie.



Nasza wiejsko-osiedlowa droga nadal w stanie totalnej rozpierduchy. W sumie bez zaskoczenia. Bo kiedy obserwowaliśmy od początku „prace” ekipy, która wygrała przetarg, to nikt nie wróżył, że budowę zakończą do planowanego końca września. Jak to mówią – firma inko co zarobi to na winko. Prace zatrzymały się na etapie wytyczenia drogi, okrawężnikowana, miejscami ubitej nawierzchni i kuniec. Polna droga, biegnąca obrzeżem wsiowego osiedla, między domami a pastwiskiem, stała się teraz dla mieszkańców główną arterią. Wczoraj późnym wieczorem, Marko i chłopaki, wracając samochodem z meczu pobliskiej drużyny pierwszoligowej (sie doczekali my sie), spotkali na niej dorodnego odyńca. Łypnął okiem, chrumknął coś pod nosem i dostojnym krokiem oddalił się do pobliskiego dzikiego sadziku.

Tygodnie mijają na pracy i okołodomkowym dreptaniu, w weekend czas na relaks.

I ukulturalnianie.

Pojechali my więc do miasta pobliskiego, ciut większego niż nasze. Do kina. Na „Ostatnią rodzinę”. Na film czekałam od dawna, odliczałam dni do premiery. Twórczość Zdzisława Beksińskiego zachwyciła mnie jeszcze w czasach studenckich. Mniej więcej wtedy też, wspólnie z Marko słuchaliśmy jego syna Tomasza w legendarnych programach radiowej trójki „Wieczór płytowy”, „Trójka pod księżycem”, później czytaliśmy felietony „z krypty” w „Tylko Rocku”, w tym ten ostatni…
Na film postanowiłam pójść z nastawieniem, że zapominam to wszystko co o „Beksach” wiem. Choćby za sprawą książki „Beksińscy. Portret podwójny” Grzebałkowskiej. Film mnie nie zawiódł. Głównie dzięki genialnej grze głównych aktorów, choć momentami Tomasz wydawał mi się przerysowany, ale cóż mi o nim wiedzieć… Może faktycznie taki był? Rozedrgany do granic możliwości. Wrażliwy, wrażliwością wręcz chorą. Film moim zdaniem ma doskonały tytuł, który idealnie koreluje z fabułą. Gdyby nosił tytuł np. „Beksiński. Portret malarza”, czy coś w tym stylu, czułabym się rozczarowana. Bo jeśli ktoś z tego filmu chce się dowiedzieć czegoś więcej o twórczości pana Zdzisława Beksińskiego, to się zawiedzie. Film opowiada właśnie o tym, co jest zawarte w tytule – o RODZINIE. O jej sile i jej słabościach.

Zdzisław Beksiński swoją fascynacją nagrywania i fotografowania wszystkiego co się wokół niego toczyło, wyprzedził niejako czas selfiaczków i tego całego fejsbukowego i instagramowego wariactwa.
Film jest po prostu wspaniałym dziełem sztuki i naprawdę gorąco polecam, choćby dla genialnej kreacji aktorskiej pary aktorów Seweryn - Konieczna.

Za tydzień, w ramach ukulturalniania pędzimy na „Wołyń”, a troszkę później do teatru na „Boboka” wg Dostojewskiego.
Tak o, kulturalnie się jesień nam wiedzie.

----------------------------------------

Ps. Syn jeden miał w szkole prikaz "iścia" na PEWIEN film. Taki mocno teraz dyskutowany, ekhem, ekhem. Z aferą samolotową w tle, że tak zdradzę. Syn "iścia" odmówił. Muszę napisać mu usprawiedliwienie nieobecności. Skłamię, że bidulek chory był. Wyrzutów sumienia nie posiadam, bo przymusów nie znoszę, pomimo tego, że wiek troszkę mnie kompromisów nauczył. Z Syna jestem dumna. Że swoje zdanie ma. Co do przymusów, rzeczonego filmu i w ogóle :)


2 komentarze:

  1. Byłem wczoraj - film świetnie zrobiony i rewelacyjnie zagrany. Też uważam, że w postaci Tomasza niepotrzebnie podkrecono niektóre potencjometry, ale tu trzeba się wsłuchać w opinie tych , którzy go znali, których z czystej ciekawości poszukałem - a one są skrajnie odmienne:
    http://muzyka.onet.pl/rock/tomek-beksinski-staral-sie-pokazac-piekno-swiata-poprzez-muzyke-wspomnienie/nhd5h6

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawy artykuł. Jak rożnie ludzie zapisują się w ludzkiej pamięci. Jedno jest pewne - film jest po prostu dobrze "zrobiony". Na pewno też sięgnę po wspomnienia atorstwa pana Weissa.

      Usuń