niedziela, 9 października 2016

Trochę w domu, trochę w pracy

Rozmowa z synem z serii „co tam synu w twoim życiu słychać”. Na tapecie „Dziady. Część III”.
- I czytałeś, serio? – nie dowierzam.
- No tak. I uprzedzę twoje pytanie mamo – streszczenie głównie. Tak, wiem, wiem – widząc moje wywrócone do góry oczy, lekko mnie przedrzeźnia – wiem, wiem ominął mnie niebywały zaszczyt kontaktu z pięknem języka literackiego. No sorry. Ale ten oszołom Konrad wizjoner do mnie nie przemawia.
Matkobosko, jak ma przemawiać, jak nawet nie dał mu szans na przemówienie!
Za to dziś od rana wybrzmiewa w domu „Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy; Młodości! dodaj mi skrzydła!”, czyli jak dobrze, że czasami dzieciaki muszą się czegoś nauczyć na pamięć! Streszczenia nie da się wyrecytować.
- Jedyne co się Mickiewiczowi udało, to „Reduta Ordona” – odezwał się mój domowy znawca literatury romantycznej i podreptał do swojego pokoju walcząc dalej z „Odą do młodości”.
„…niech nad martwym wzlecę światem…”

Tymczasem za oknami nadejszła jesień we wrednej odsłonie. Czyli zimno, mokro i ponuro. Pomimo tego, że kolorowych liści moc na drzewach i pod nimi. Pomiędzy orzechami i modrzewiami Gosi-sąsiadki grasuje para wiewiórek. Bez skrupułów ogołacają gałęzie z orzechów i małych szyszek modrzewiowych. Są przeurocze, można patrzeć na nie bez końca.

W pracy walczę z finałowymi próbami satyrycznego przedstawienia na dzień belfra (będzie o nauczycielu co się pałętał pomiędzy niebem, piekłem, a ziemią) i morduję się z interpretacją tekstów na konkursy recytatorskie (z motywem przewodnim „quo vadis?”, więc jest metafizycznie). Połowę wolnej soboty spędziłam przy maszynie do szycia – wcieliłam się w rolę kostiumologa i z pomocą zaprzyjaźnionego ciuchlandu, stworzyłam kilka elementów kostiumów dla moich kabareciarzy. Na diabelskich ogonkach (z czarnego tiszertu z wyblakłym napisem fruit of the loom) złamałam igłę – przypadek? Za to czerwone różki (z bawełnianej kiecki z lycrą) szyły się bezproblemowo.

Oby to był jednak dobry znak i oby przedstawienie było udane. Zaraz po „premierze” czeka mnie wyczekana nagroda – weekend z Marko i przyjaciółmi w Olsztynie. Juhu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz