wtorek, 18 października 2016

Zimno/gorąco w Olsztynie

W piątek, po premierze (jakże udanej, jakże miłej, ach, ach fajnie było) spektakliku „moich” artystów, która to odbyła się z okazji OKAZJI, zapakowaliśmy się z Marko w samochód i pomknęliśmy do Olsztyna. Przejazd zakorkowaną Warszawą (piątkowe popołudnie nie jest zbyt dobrym terminem na kursowanie przez naszą stolicę) zajął nam równe półtorej godziny. Z tego 40 minut przespałam, odreagowując tym kilkudniowy stresior przedpremierowy.

Potem było już tylko miło, wesoło, bardzo towarzysko, gorąco, ale tylko dzięki ludziom, z którymi spędzaliśmy ten czas. Pogoda bowiem nie sprzyjała spacerom, temperatury bardziej wskazywały na wczesny grudzień, a nie środek złotej jesieni. Pozachwycaliśmy się więc tylko starówką, podreptaliśmy tropem astronoma Mikołaja Kopernika (nie wiedziałam, że właśnie w Olsztynie był administratorem dóbr ziemskich kapituły warmińskiej i rezydował w tutejszym Zamczysku) i wraz z naszymi znajomymi skupiliśmy się na rozmowach, celebrowaniu wspólnych posiłków, kawek w uroczych pomieszczeniach klimatycznego hoteliku Pod Zamkiem, tudzież śpiewaniu polskich przebojów przy gitarze (oj zakłócało się ciszę nocną, zakłócało). Po prostu to był sympatyczny weekend w gronie bliskich ludzi, z którymi od jakiegoś czasu spotykamy się regularnie dwa razy w roku. W różnych zakątkach Polski. Część jednego z wieczorów przesiedzieliśmy w Browarze Warmia, gdzie zabawiliśmy się w birofilów degustując fantastyczne piwa regionalne.

- Szkoda, że już trzeba wracać w szpony szarej rzeczywistości - rzekłam na pożegnanie do kolegi Andrzejka.
Ale dzięki takim chwilom zapisanym w pamięci i sercu, będzie przecież jakby mniej szara...
Do zobaczenia Kochani niebawem!
Dziękujemy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz