środa, 9 listopada 2016

Magiczny (tfu) listopad

Złotousty Julian Tuwim, którego twórczość wielbię jak nie wiem co, mistrz rymów i skojarzeń napisał kiedyś:

"Listopad - jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku." 

I rację miał, skubaniec wizjoner i w innych dziedzinach życia publicznego.
I jeszcze ta zmiana czasu, która skradła całą godzinę z i tak krótkiego, późnojesiennego dnia.
Nieoczekiwanie dziś poranne ciemności zostały rozjaśnione śniegiem, tak wyczekiwanym przez wszystkie reklamy świąteczne (które absurdalnie wciskają "magię świąt" równo z dniem 3 listopada).
A i ludzie chyba przymierzają się do zimy. Skąd wiem? Ano zaczynają na gwałtu rety bawić się w domowy wypiek chleba, na ten przykład. Coraz częściej, częściej niż na przykład latem, mam prośby o zakwas na chleb. Nie wiem, może się ludziskom kojarzy takie domowe pieczenie chlebka z ciepłem, przytulnością, a tego jednak zimą brak, brrr? A może jesienno-zimową porą mają więcej czasu, stąd biorą się za coś, co wydaje się im praco i czasochłonne? Hm... w sumie ja też zaczęłam piec chleb zimą. Prawie cztery lata temu... I przez ten czas nieprzerwanie mam utrzymany zakwas, który podarowała mi moja przyjaciółka Elusia, można powiedzieć matka chrzestna mojej domowej "piekarni". Gdyby nie jej determinacja, nie wiem czy chciałoby mi się chcieć zacząć tę zabawę. Teraz to dla mnie rutyna.
Pieczenie chleba to jak kamyczek rzucony w wodę - zatacza coraz szersze kręgi. Zaczniesz sam i zaraz aktywujesz innych. Wystarczy, że ktoś z gości skosztuje domowego pieczywa, wystarczy zabrać domowy chleb na jakąś imprezę składkową, poczęstować w pracy. Lawina zachwytów i próśb o przepis i zakwas. Zawsze się dzielę, bo czy można podzielić się czymś piękniejszym?
Zakwas mogę odłożyć przy okazji pieczenia chleba, a piekę średnio dwa razy na tydzień, więc za każdym razem teraz odkładam zakwas dla siebie i dla kogoś, kto prosi.

Przed zimą nie uciekniesz (chyba, że w ciepłe kraje na pół roku, ale stan mojego konta nie wskazuje by mnie mogło było na to stać przez jakieś najbliższe 80 lat), każda pora ma swój urok i napsaurok. Trzeba więc skupić się na plusach dodatnich (że tak polecę klasykiem), czyli jak już przyszła, to jest szansa, że odejdzie. I rozpalić kominek. O!

Pierwszy śnieg, nieskalany ludzką stopą, ani psią czy kocią łapą wyglądał dzisiaj u nas rankiem tak:


2 komentarze:

  1. heh - odkąd zacząłem z tym chlebem - kupienie pieczywa w sklepie moi postrzegają jako grzech ciężki -więc człowiek wpadł jak śliwka w kompot ;)

    OdpowiedzUsuń