sobota, 19 listopada 2016

Pracowicie

Się wzięłam i dałam wkopać w kolejny program art., którego robić nie powinnam. Na studniówkę kabaret. A tworzenie kabaretowego scenariusza na studniówkę, ma tę wadę/zaletę (czytaj jak kto woli), że w dużej mierze dzieło tworzenia leży po stronie młodzieży. A nastoletni-dorośli wiadomo jacy są – wszystko wiedzą lepiej. Ups, to jest NAJlepiej. W dodatku jak ich nie pogonisz, nic nie zrobią, bo albo nie mają czasu (i ja to nawet rozumiem), albo mają jeeeszcze tyyytle czaaasu, sooorko, spoooko, damy radę (a tego akurat nie rozumiem). Czeka mnie dwa miesiące szarpania nerwów. Ech, chciałoby się pyrgnąć gotowym scenariuszem na deski i robić za despotycznego rezisera, który narzuca artystyczną wizję i koniec. Tym razem się nie da.
Po drodze zaś jeszcze mikołajkowa bajka, wcześniej andrzejkowe różności - zarówno służbowe, jak i prywatne. A! i jeszcze konkurs recytatorski na szczeblu dość wysokim, tak więc się zagęszczają te ostatnie tygodnie roku.
Poza tym wszystko jakoś między palcami przecieka i listopadowe nicmisięniechciejstwo rządzi mną.
Zbyt wczesne kreowanie magii świąt przez media i sklepy jak zwykle dołują mnie. Wzdrygam się na widok czekoladowych mikołajów w pazłotkach (czy też pozłotkach - nigdy nie wiem, które słowo jest prawidłowe) - co za paskudztwo. W ogóle, to straszne, naprawdę straszne, te marketingowe święta w listopadzie :(

1 komentarz: