czwartek, 8 grudnia 2016

Znowu praca

Wymyśliłam sobie patent na odrobienie zaległych zaległości w pracy. Głównie tych papierkowo-biurowo-komputerowych. Cichaczem przemknąć do swojej pracowni. Dużo wcześniej, przed godzinami figurującymi w grafiku. Z zaciągniętym na oczy kapturem, aby nikt nie dostrzegł, że ja to ja. Zamknąć drzwi na klucz. Po prostu mnie nie ma i już. Niech pukają, dzwonią – nikogo tutaj nie ma. W swój chytry plan wciągam recepcjonistę – pani Aniu, mnie jeszcze nie ma!

Jak zwykle, gdy przede mną duży projekt, mentalnie już jestem w okolicach daty jego realizacji. Tak więc u mnie w głowie już połowa stycznia. Ale łatwo nie jest, bo jak wspomniałam, współpracę z dorosłymi nastolatkami nie zawsze da się oprzeć o kompromis. Przy czym kompromisu nie uznaje strona druga – czyli młodzież. Uczę się czegoś przy tym ja, mam nadzieją, że uczą się też oni. Najważniejsza jest dla mnie ich kreatywność, zapał, to, że im się chce coś stworzyć. Nie ma nic gorszego jak taki nabzdyczony małolat, co to całą swoją postawą manifestuje, że pozjadał wszystkie rozumy świata, i co mi zrobisz, no co? Na szczęście takich w mojej grupie artystów studniówkowych nie ma.

- Posłuchajcie - powiedziałam na pierwszym spotkaniu - proszę aby zostały tutaj tylko te osoby, które naprawdę same CHCĄ stworzyć dobry program. A nie, że MUSZĄ. Wyznaję proste, stare zasady – z niewolnika nie ma pracownika. Szczególnie twórczego, więc…

…więc nie wyszedł nikt :)

Także działamy, choć oczywiście bajkowo nie jest.

Tymczasem zima dobrała się do mojego gardła i zabrała mi troszkę energii. Ale nie dam się, nie ma czasu na chorowanie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz