środa, 25 stycznia 2017

Leniwiec na własne życzenie


Od kilku dni zbieram się do pisania znienawidzonych protokołów i jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, wszystko jest nagle ważne, tylko nie to. Wyczyścić kominek, upiec bułki, umyć podłogę, doczytać książkę. Pożalić na swoje lenistwo tobie, mój drogi, internetowy dzienniczku ;)
Wściekła jestem sama na siebie za to odkładanie i odkładanie, które do niczego nie prowadzi. Frustruje mnie tylko i powoduje, że w niczym nie mogę znaleźć przyjemności. No bo czego się nie tknę, wisi nade mną wizja tych pierdzielonych protokołów. Ale za to mam wypucowany kominek, domowe bułki do burgerów, podłogę lśniącą i książkę skończoną. Tylko protokoły nie tknięte. I kiedy już, już prawie miałam otwierać pliki ze zgromadzonymi materiałami, odezwała się pralka, anonsując wesołą muzyczką zakończone pranie. Trzeba wywiesić, no przecież! O, i pies się domaga spacerku, kot żarcia, dzwoni telefon, przychodzi esemes. I jeszcze trzeba trzymać kciuki za ważne kolokwium syna dorosłego, a między tym wszystkim pozachwycać nowymi koralikami do mojej gromadzonej z uwielbieniem pandorki.
Nie… no tak to ja nigdy nie ruszę z miejsca, tak to ja zawsze będę miała zaległości… yh…

2 komentarze:

  1. współczuję pisania protokołów, też tego nie znosiłam i też szukałam wymówek, żeby odłożyć na później. Na szczęście protokoły pisze teraz ktoś inny :)
    Czasem trzeba poczekać na natchnienie i wtedy szybko uporasz się z zaległym protokołem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie dziś "nadejszło" natchnienie :) Rodzinę wyekspediowałam z domu na narty, obiad ugotowałam wczoraj i dziś poświęcając 5 godzin - protokoły napisałam :) Juhu :)

    OdpowiedzUsuń