niedziela, 8 stycznia 2017

Ostatnio...

Ostatnio serce mi się skroiło na tysiąc kawałków. Za sprawą "dziecka służbowego". Tak się złożyły okoliczności przyrody i ten tego, że dziecko pękło przy mnie. Zrozpaczone do granic możliwości, wypłakiwało mi swoje niepoukładane relacje z rodzicami. Za nic nie chciało przyjąć do wiadomości moich argumentów, że rodzice na pewno je kochają, że jest dla nich ważne, tylko szwankuje im komunikacja w rodzinie. "Dziecko służbowe' się zaparło, że nieprawda. Że jej nienawidzą, że mają za nic jej marzenia i tak dalej.
Nie wierzę, że tak jest. Sprawę znam troszkę i wiem, że jest inaczej. Ale łzy dziecka, choć nie osobistego, a "służbowego", okrutnie mnie bolały.
Pomyślałam sobie, że jak często my dorośli popełniamy błąd niewrażliwości. Bagatelizujemy uczucia nastolatków w myśl: "młode to to, głupie, co też o życiu wie, dorośnie, zmądrzeje, zrozumie". A to nieprawda. Nie wolno czekać. Nie wolno nie szanować uczuć i emocji nastolatka. Nie wolno doprowadzić, aby doszło do ściany, oflagowane hasłami: "nie chcę!, nie rozumiesz mnie! nie kochasz mnie, nienawidzę cię! nienawidzisz mnie!"
To takie okrutne słowa...
Bardzo chciałam utulić "dziecko służbowe", bardzo chciałam, aby zobaczyło dobro. Bardzo chciałam, aby uwierzyło w sens rozmowy, ale było ciężko...

Strasznie chciałam wiedzieć, czy mój nastolatek wie co do niego czuję. Więc przylazłam do domu, po wyczerpującej rozmowie z "dzieckiem służbowym" i pytam dziecka osobistego:
- Jędrek czy ty czujesz, że my z tatą cię kochamy? Czy może uważasz, że jest inaczej?
Jędrek, jak to facet (choć nastoletni) spojrzał na mnie spode łba, błysnął zadrutowanym uśmiechem swojego aparatu z niebieskimi ligaturami i rzekł:
- Czego ty się mamo znowu naoglądałaś?
No i teraz nie wiem za bardzo czy dobrze odczytałam przekaz: tak mamo, nie jesteś wariatką, choć czasami ci blisko do tego :D

Rozmawiajmy ze swoimi dziećmi, szanujmy je, wierzmy w nie, kochajmy i o tym im mówmy.
A nade wszystko okazujmy to!
Niech wie! Niech czuje!
Bo być może nie ma nic gorszego niż niedoinformowany emocjonalnie nastolatek.


3 komentarze:

  1. Synek miał rację, że się "naoglądałaś":)) Moim zdaniem, ta zachodnia moda, żeby często mówić dziecku "kochamy cię", do niczego nie prowadzi, a nawet takie wyznania mogą być krępujące dla "adresata". Nie jest to oryginalne, co piszę, ale wiem na pewno, że miłość się czuje bez słów. Czas poświęcany dziecku, troska o niego, autentyczne zainteresowanie jego sprawami znaczą znacznie więcej niż owo "kochamy cię":)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam inne zdanie niż Przedmówczyni. Nie jestem pewna, czy mój jeden czy drugi syn potrafi odczytać moje trzydniowe poszukiwania odpowiednich na chudy chłopięcy tyłek spodni jako wyraz matczynej miłości. Albo jak siedzę w kuchni i lepię te ich ulubione bułeczki. Więc czasem pytam jednego lub drugiego: "Synu, ale ty wiesz, że cię kocham bardzo?". I kiedy słyszę: "Wiem, mamucie", albo "Spokojna twoja rozczochrana", to jestem spokojna. Na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się ,że nie mam dzieci , bo nie wiem czy mam dar do dobrego wychowania, boję się cech które wynosi się z domu, czy one we mnie drzemią , czy można być lepszym dla swoich dzieci . Nie okazywane uczucia dzieciom , nie zastąpią żadne łachy, brak rozmowy nie zastąpi się krzykiem.
    Niektórzy nie powinni być rodzicami , nigdy do tego nie dorastają , być może też to wynieśli z domu.

    OdpowiedzUsuń