poniedziałek, 2 stycznia 2017

Witaj Nowy :)

Zanim rok 2017 rozpędzi się na dobre, a mnie opuści noworoczna euforia, zrobię szybciutkie podsumowanie 2016. Tego mojego, w skali mikro, bo tego co wokół się dzieje… ech… jaki koń jest każdy widzi.
Zaparzam kawę z gorącą, mleczną pianą i startuję:
Będzie w tempie ekspresowym.

Za co nie lubię swojego roku 2016?
Za to, że musiałam w nim pożegnać dwóch członków naszej rodziny – w styczniu odszedł po ciężkiej chorobie mój Ojczym, zaś w listopadzie swoje długie życie zakończyła 90-letnia Babcia Wandzia, Babcia Marka…

Za co lubię rok 2016?
Za cudowne, bułgarskie wakacje pełne słońca i dobrego, rodzinnego czasu.
Za odpoczynek od choroby, który miałam dzięki kolejnej turze leczenia biologicznego.
Za szansę jaką dał mi w sprawach zawodowych, do której przygotowuję się od jakiegoś czasu, a mam nadzieję, że owoce będą gdzieś we wrześniu :)
Za to, że postanowienie noworoczne przyszło do mnie niejako mimochodem i zaczęłam je realizować w grudniu. Crossfit – zaczynam być uzależniona, czekać na treningi. Na zajęciach jest super! Super motywujący trener, świetna grupa dziewczyn! Bardzo chcę, aby zapału starczyło mi na cały rok i jeszcze, jeszcze dłużej. Boję się tylko nawrotu łuszczycy, po zakończeniu leczenia, nie wiem jak wówczas zachowa się moja skóra, czy dam wówczas radę psychicznie pokonać swoje ograniczenia, które nakłada na mnie ciasna obręcz choroby…

Ale precz obawy, precz niepewność! Nowy 2017 dawaj co tam masz dla mnie dobrego, a jak nie dasz, wycisnę to z Ciebie sama :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz