sobota, 25 lutego 2017

Powrót zimy i powrót rodziny

A jeszcze wczoraj to była u nas prawie wiosna. Deka śniegu, wszystko stopniało w szaroburości nadchodzącego niemrawo przedwiośnia. A rankiem niespodzianka - bialutko. Sfotografowałam ten nie skalany psią, czy kocią łapą, alboli też ludzką stopą, puch. Ulepiłam małego bałwana. Wyprostowałam wywróconą przez wczorajszy wiatr bożonarodzeniową choinkę, która w podwójnej donicy oczekuje na wkopanie do ziemi, gdzieś na obrzeżach naszego ogrodu.
Późnym popołudniem Marko z Jędrkiem wrócili z Białki Tatrzańskiej z tygodniowego wypadu na narty. W Białce podobały im się wyciągi krzesełkowe i trasy narciarskie, a nie podobała frekwencja - ruch jak na Marszałkowskiej. Ale cóż - nie tylko oni są fanami szusowania. Wieczorem wcinaliśmy oscypki, a Jędrek walczył z grypą żołądkową, którą sobie przywlókł z gór.
I tak o - kończy się luty.





1 komentarz:

  1. Kończy się luty, ustępując miejsca marcowi; a ten zwiastuje wiosnę. Nowe siły, nową nadzieję i nowe my, Agnieszko :) I tak od wielu lat niezmiennie... Ale przyznaj, że te zimowe krajobrazy przepiękne! Marzec będzie szarobury i brunatny... Wszystko jednak ma swój czas i wszystko jest po coś. Wiosna już w drodze :)
    Przytulam Cię mocno!
    M.

    OdpowiedzUsuń